środa, 31 grudnia 2014

Koniec.

Nie poruszyłam się nawet, po prostu czytałam dalej, a nadzieja, sens życia, sens walki wyparowywało.
- Oliv. - Do pokoju weszła Mimi.
Siedziałam niczym pół martwa.
-  Oliv! Co się dzieje?! - Dziewczyna podbiegła do mnie i spojrzała na papier, który trzymałam w dłoniach.
Przeczytała szybko kilka zdań i chyba teraz rozumiała... Moich rodzice umarli, w trzeci dzień wojny z głodu. Nie byłam w stanie mówić, czy też płakać. Po prostu nienawiść płynęła w moje żyły powoli. Wstałam po chwili jak robot i zmieniłam ubiór, a dziewczyna w moim pokoju po prostu trzymała notatki. Za nim się obejrzałam już jej nie było.
- Dobrze. - Szepnęłam sama do siebie.
Wyszłam szybko z domu i ruszyłam na najbardziej zabezpieczone tereny, czyli rynek. Zaatakowałam ochroniarzy i zaczęłam bójkę. Nie bałam się śmierci, ani nie miałam nic do stracenia. Nie mogli używać broni, także byłam teoretycznie bezpieczna.
Ludzie zebrali się by to oglądać, w końcu przyszedł jakiś wyższy rangą ochroniarz. Złapali mnie i przywiązali do metalowego słupa.Ten mężczyzna wziął bat i zamachnął się parę razy na mnie. Bolało i piekło,a  krew się sączyła. Ludzie mieli strach w oczach.
- Tak, tak to wasz miasto idealne to kłamstwo! - Wydarłam się do nich.
Kolejny bat.
- I wiecie co?! Wasze rodziny za murami miasta głodują i giną! Ludzie tam toczą wojnę, a  wy o niczym nie wiecie! - Wydarłam się, by nawet rozmowy mnie nie zakłóciły.
Wszyscy skamienieli, a ja dostałam 15 batów.
- Nie skończy się to nigdy! - Dodałam.
Kolejny zamach, ale... Ktoś mnie obronił i przyjął ten ból za mnie.
- Mimi? - Zdziwiłam się gdy wstała.
- PRZESTAŃ! - Krzyknęła rozpaczliwie.
- Taka odwaga? Phi. Zabrać ją! - Odparł biczownik.
Kolejny raz się zamachnął, ale tym razem to on padł. Za nim stał Pluskwiak... Miał straszny wyraz twarzy, zadźgał mężczyznę, po czym rzucił się mi na pomoc. Nagle z nie wiadomo skąd zaatakowała reszta moich ludzi, pełni złości, wigoru i siły w sobie.
- Oszalałaś? - Chłopak dotknął mojego policzka.
- Nie mam nic do stracenia. - Odparłam bezdusznie.
- Ja mam... Nie chcę Cię stracić. Pokochałem Cię, a ty możesz mnie pokochać, będę tym, który Cię ocali. - Powiedział.
- Na prawdę? - Moje oczy zalśniły łzami.
- Tak. Nie opuszczę Cię. - Uśmiechnął się i mnie uwolnił.
Wstaliśmy, moje serce mocniej zabiło, to tego było mi potrzeba. Ruszyliśmy do walki. Ludzie uciekali, zapanował chaos, a ja i moi ludzie atakowaliśmy, jak nigdy wcześniej. Nawet Black wróciła, walczyła u mego boku. Po chwili stanęłam twarzą w twarz do mego księcia. Schylił się by mnie pocałować... Gdy nagle...
Krew rozbryzgła, ktoś strzelił mu prosto w głowę, padł jak kukiełka. Moje źrenice się rozszerzyły i stałam jak słup soli.
- Nie... Nie może być. - Szepnęłam.
Rozejrzałam się, Black także została postrzelona i zmarła na miejscu, Mimi to samo, Star, Abi, Zalgo, Goat, Aku, Rain  Rake, Sil, Chip.
Slecht zasłoniła mnie nagle i padła niczym Pluskwiak. Krew we mnie się zagotowała, wzięłam pistolety w dłonie i zaczęłam strzelać na oślep.
Wzięłam ostatni oddech i również dostałam kulkę centralnie w głowę, a jeszcze dokładniej w czoło. Padłam. Odeszłam. Byłam początkiem nowej ery, inne organizacje uaktywniły się i agenci przestali się kryć, odbyły się w tym dniu masowe ataki, wszyscy zbrodniarze łażący po tej ziemi zginęli w okropny sposób. Byłam początkiem, byłam kimś kto dopiął swego.
"Czym jest walka? Walka to ubieganie się o swoje, ja tego dokonałam, szkoda, że ze śmiertelnym skutkiem."
_________________________________________________________________________________
Pan od bata:
Dziękuję czytelnikom za to, że śledzili moje badziewne opowiadanka :P, mam nadzieję, że końcówka was nie zawiodła. Mam w planach stworzenie kolejnego bloga, jednak nie mam pojęcia czy mi się to uda, ale plan jest :D.
Nawiasem mamy Nowy rok już dzisiejszej nocy zaczniemy 2015 rok, z tej okazji życzę wam świetnej zabawy i kolejnego roku pełnego ciekawych doświadczeń i nowych wrażeń.


wtorek, 30 grudnia 2014

Blada skóra odpowiedzią.

Nagle do moich uszu dobiegł dziwny dźwięk, a po chwili ktoś złapał mnie w ramiona. Niestety nie widziałam kim była tajemnicza osoba i co robi. Nie byłam w stanie nic zrobić z przerażenia, więc tylko zacisnęłam mocniej pięści. Po chwili coś szarpnęło nami, no i spadaliśmy wolniej. Czyżby spadochron?
Gdy uderzyłam stopami w zimie i przekukałam się kawałek, zrozumiałam, że przeżyłam. Spojrzałam an mojego wybawcę,okazał się być to  jakiś młodzieniec, być może i szpieg.
- Kim jesteś? - Zapytałam gdy odplątał się z linek.
- To bez znaczenia. Uciekaj. - Rozglądał się nerwowo.
- Chcę znać twoje imię. - Byłam natarczywa.
- Lis, tak mnie zwą.- Warknął szybko.
- Oliv. Dziękuję. - Odparłam i uciekłam szukać wozu,którym tu przybyłam.
Na szczęście był on niedaleko i nie musiałam się krzątać. Schowałam papiery, założyłam kask i szybko ruszyłam do domu. Podróż była równie męcząca co przedtem, ale poszła jakoś szybciej, dlatego, że mało odpoczywałam.
Do domu dotarłam jakoś w nocy. Nikt mnie nie widział, ani nie usłyszał. Gdy weszłam do domu i rozejrzałam się po nim, to przyszło mi jedno na myśl " Niedługo będę z rodzicami".
Przeszłam się do kuchni i napiłam zimnej wody, po czym zjadłam jogurt. Następny był prysznic, a spod niego ruszyłam do łóżka. Papiery ułożyłam tuż obok niego bym rano mogła się tym zająć.
Gdy rano otworzyłam oczy przez okno wpadało rażące słońce, było około dziesiątej. Usiadłam i przetarłam oczy, wzięłam do ręki dokumenty i zaczęłam składać literki w zdania.
Na początku podekscytowana i pełna radości, a w połowie zbladłam, moje oczy zgasły. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
_________________________________________________________________________________
Lis wygląda tak:

sobota, 27 grudnia 2014

Ucieczka!

Mozolnie pałętałam się po tym cholernym labiryncie, gdzie nie było miejsca na nic., w pewnym momencie znalazłam "ogromny notatnik". Nikogo tam nie było, do tego to jest jedno z niemonitorowanych miejsc. W końcu są różnego rodzaju papiery i nikt poza kilkoma osobami nie mógłby mieć wstępu tutaj. Szybko zaczęłam szukać tego po co tu przybyłam. Wbiłam się pomiędzy jakieś regały, gdzie była literka K i zaczęłam szukać. *Marnotrawnie czasu* pomyślałam. Po dłuższym czasie znalazłam dwie interesujące mnie teczki. Huknęłam szafeczką, co było najgorszym błędem. Ktoś tu był!
- Ty! Kim ty jesteś?! - Ktoś krzyknął za mną i walnął w jakiś przycisk, który włączył alarm.
Wleciałam niczym dzika jaszczurka do wentylacji i zaczęłam szybko przemieszczać się w nim. Ku mojemu zdziwieniu w tym hałasie ktoś mnie usłyszał i zaczęli strzelać do sufitu! Szybko wybyłam z tej klitki i wyjęłam swój mały rewolwer. Wystrzeliłam do dwóch,a  może trzech uzbrojonych mężczyzn i zaczęłam uciekać. Mili wyjątkowego pecha co do celności na moje szczęście. Wiedziałam, ze to nie potrwa długo i w końcu mnie otoczą, to też gdy zobaczyłam jakąś kobietę, która właśnie wychodziła z jakiegoś pomieszczenia, wepchnęłam ja tam z powrotem. Drzwi za nami się zamknęły, a blondynka była przerażona i tylko zamknęła oczy. Rozejrzałam się szybko, zdezorientowana i przestraszona. Zobaczyłam szklane okna i panicznie zaczęłam biec w ich kierunku, rozbiłam szybę i wyleciałam z ogromnego budynku. Nie przewidziałam tego, że jestem zbyt wysoko by przeżyć lot. W obłędzie zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony, a z oczy leciały mi łzy. Miałam tylko nadzieję, że przeżyję. W końcu... W końcu jeszcze nie mogę UMRZEĆ!

wtorek, 16 grudnia 2014

Czas na podróż.

Zgasiłam światło i pogrążona w złości i smutku oraz z nieznanych przyczyn towarzyszącej mi rozpaczy. Nie mogłam zamknąć oczu, byłam rozchwiana emocjonalnie i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Pamiętałam o obiecanej sobie misji. Wstałam gwałtownie i po policzku poleciała mi łza, ale nie wzruszona tym otworzyłam szafę i przebrałam się w czarne ciuchy, założyłam kominiarkę, a potem ubrałam cienką kurtkę i po chwili stałam w korytarzu, gdzie patrzyłam na buty z demotywacją w myślach. To było dziwne, ale myślałam o Miki. Przypomniałam sobie jej uśmiech, jej zapach, jej dotyk i ten pieprzony zapach mojej ulubionej potrawy! Wtedy sobie uświadomiłam, że już tego nigdy nie poczuję, że teraz muszę tylko odnaleźć rodzinę, że tylko ona mi została! To wszystko, jeśli tego nie odzyskam... "Co się ze mną stanie? Miki, co gdy oni też zginęli?" Zadałam pytanie retoryczne. Ubrałam pośpiesznie buty i wybyłam z domu. Poszłam do naszej meliny i wzięłam motor, na którym ruszyłam do mojego byłego sektora (ponoć najgorszy na całym świecie) by odnaleźć dokumenty. Mijałam po drodze mordowane rodziny, ucieczki, zabójstwa, samobójstwa, nie uniknęło mojej uwadze również ludożerstwo na ulicach. Na szczęście przez ten chaos nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Po dłuższej jeździe wzeszło słońce, a potem nadszedł dzień. W pewnym momencie zobaczyłam matkę z dzieckiem... To było okrutne, jacyś kolesie stali nad nią. Zatrzymałam się i podeszłam powoli.
- DAWAJ! - Wrzasnął któryś z nich.
- Jest moje! MOJE! - Kobieta płakała.
- Ciesz się, że Ciebie chcemy oszczędzić! DAWAJ! - Mężczyzna wyjął nóż i wycelował w niemowlaka.
Natychmiast spotkał się z moim atakiem, został powalony na ziemię i przytknęłam mu broń palna do czoła.
- Ohydny, okrutny śmieciu! GIŃ! - Pociągnęłam za spust.
Wstałam ze zwłok.
- ŻREĆ! - Warknęłam do reszty.
Wszyscy od razu zabrali ciało i gdzieś w jakiejś uliczce zaczęli go pochłaniać.
- Ty...- Kobiecie zabrakło słów.
- Chroń je.- Mruknęłam na odchodne, wsiadłam na motor i odjechałam.
"Czy to nie ironiczne ratować kogoś kto i tak zginie Miki?" - znowu to samo retoryczne pytanie.
Cała drogę jechałam 2 dani bez odpoczynków, byłam tak przepełniona adrenaliną, że nie mogłam nic przełknąć, czy iść spać. Gdy dojechałam na miejsce była godzina 00.00. Napiłam się wody i wzięłam snajperkę w dłonie. Rozłożyłam się w dogodnym miejscu, które nie trudno było znaleźć, bo opuszczonych budynków tu pełno. Sprawdziłam wszystkich ochroniarzy i zabezpieczenia, okazało się, że na dachu są tylko 4 osoby, a mój budynek jest wyższy niż ich biurowiec. Zestrzeliłam wszystkich, wycelowałam linę w tamta stronę i chop. Wisiałam nie wiadomo ile metrów nad ziemią, chociaż pewnie dużo. Następnie wystarczyło wchodzić niżej, co było proste, bo wentylacja jest wszędzie. Wpakowałam się tam i schodziłam pomału do labiryntu, gdy byłam już w środku to szybko zaczęłam szukać miejsca, które zawsze zwałam " ogromnym notatnikiem".
_________________________________________________________________________________
Wybaczcie pisanie jakbym chciała, a nie mogła, po prostu ostatnio dużo mam na głowie.

niedziela, 7 grudnia 2014

Krótka historia.

- Wyjaw mi proszę... Ten twój sekret. - Zwiesiła głowę.
- To nic, na prawdę. - Zaczęłam nerwowo mówić.
- Ważne! Spójrz co z Tobą się dzieje! - Dziewczyna krzyczała przeraźliwie.
- Miki... - Wyszeptałam.
- Kim jest Miki? - Nagle się uspokoiła.
- Nikt taki. - Wstałam i szybko chciałam iść zamknąć się w pokoju.
- Powiedz mi. - Złapała mnie za łokieć.
- Ehhhh. Chodźmy do kuchni. - Uznałam,że ta dziewczyna jest godna by poznać kim jest Miki,a  raczej kim ona była.
Weszłyśmy do kuchni i usiadłyśmy przy stole.
- Miki była moją przyjaciółką, jesteś bardzo do niej podobna. Dlatego nazywam Cię Mimi. Umiała świetnie gotować, była słodka i wrażliwa. Miałyśmy podobne relacje co ty z twoją przyjaciółką. Jednak nas łączyło więcej. Zginęła również na początku wojny. Przyjechałam do domu po długim kresie wakacyjnym. Miałam problemy rodzinne. Ojciec okazał się nie do końca zrównoważony psychicznie i chciał popełnić samobójstwo. Gdy wróciłam do domu wojna już się zaczęła. Automatycznie pobiegłam do domu mojej przyjaciółki. Gdy tam dobiegłam to odbywała się egzekucja jej i jej rodziny. Ktoś mnie złapał, a ja nic nie mogłam zrobić. Podcięli jej gardło na moich oczach. Gdy padła na ziemię oni mnie pościli. Podeszłam do niej, usiadłam przy niej,płakałam przy niej. Zapamiętałam twarze tamtych ludzi, którzy to zrobili, przysięgłam Miki,że ich skrzywdzę równie mocno. Co działo się po tym nie jest ważne. - :Odwróciłam głowę i jednocześnie na mojej twarzy były łzy i wkurzenie.
- Zemsta to nie jest rozwiązanie. - Dziewczyna złapała mnie za dłoń.
- Zabili Miki... Te gnoje! - Straciłam kontrolę i przywaliłam z całej siły w ścianę, przez co powstała dziura na wylot.
- Oliwia! - Dziewczyna podniosła nieco głos.
- Lepiej wyjdź. - Mruknęłam i poszłam do swojego pokoju.
- Wiem, ze Miki była dla Ciebie równie ważna co dla mnie Ju! Rozumiem Cię! Zawsze na mnie możesz liczyć! - Dziewczyna krzyczała, ale po chwili ucichła i wyszła.

sobota, 6 grudnia 2014

Sekretna postać.

Weszłyśmy do domu i się rozebrałyśmy, wskazałam dziewczynie gdzie leżą papcie. Ona szybko je włożyła i pokazałam jej kuchnie. Gdy otworzyła lodówkę zobaczyła tylko jakieś tanie jogurty.
- Chyba skoczę po zakupy. - Uśmiechnęła się lekko.
- Dobra, poczekam. - Wzruszyłam ramionami.
- To wychodzę. - Poszła do przedpokoju i po chwili rozległ się trzask drzwi.
Położyłam się na łóżko i zaczęłam czytać książkę pt.: "Mój świat". Była to historia fantasy, w której bohater ciągle miał jakieś misje. Uwielbiałam tą książkę. Po jakimś czasie Mimi wróciła.
- Jestem! - Krzyknęła.
Nie odpowiedziałam, bo byłam zaczytana. Po chwili usłyszałam "dźwięki" kuchni. Po paru minutach po domu zaczął unosić się cudowny zapach jedzenia, jednak ja byłam nadal pochłonięta treścią książki. W końcu straciłam poczucie czasu, nawet nie zauważyłam kiedy dziewczyna zapaliła światło w moim pokoju. Nagle usłyszałam ciche pukanie we framugę drzwi.
- Tak? - Odłożyłam książkę
- Jedzenie na stole. - Oznajmiła z rumieńcem na twarzy.
Wstałam mozolnie i poszłam do jadalni, gdzie stał posiłek zapełniający cały stół. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia, a moje kubki smakowe zaczęły szaleć.
- Smacznego. - Brunetka zasiadła przy stole.
Usiadłam na przeciwko niej i zaczęłam jeść. Jedzenie było nieziemskie, tak jak zawsze JEJ. W pewnym momencie zamiast koleżanki ze szkoły ujrzałam właśnie JĄ. Ręce mi wtedy zwiotczały, chciałam coś powiedzieć, ale na szczęście mnie zatkało.
- Coś się stało? - Mimi... Nie, ONA zapytała.
- Nie. - Pokręciłam szybko głową w prawo i lewo,a  wszystko wróciło do normy.
Wróciłyśmy do posiłku,a gdy skończyłyśmy jeść zaczęło się sprzątanie. Gdy myłyśmy naczynia nagle moja koleżanka się odezwała.
- Co przede mną ukrywasz? - Uśmiechnięta jak zwykle.
- Nic. - Skupiłam się na talerzu w ręce.
- Czemu to ukrywasz? To twój sekret? - Dopytywała.
- Tak jakby. - Odparłam szybko i z chęcią zakończenia tej bzdurnej rozmowy.
- Ja Ci opowiedziałam o mnie, zaufałam Ci, ty możesz ufać mnie. - Przekonywała.
- Ta, wiem. - Zakończyłam w ten nieprzyjemny sposób naszą rozmowę.
Po chwili stałyśmy na korytarzu gdzie Mimi ubierała się do wyjścia. Jednak to coś znowu powróciło, gdy założyła czapkę. W moich oczach mimowolnie zabłyszczały łzy i choć próbowałam to ukryć, to jej uwadze to nie uciekło.
- Wszystko dobrze? Źle się czujesz? - Mieszały mi się głosy.
Usiadłam skulona i czekałam, aż to wszystko odejdzie. Gdy mi przeszło ujrzałam zaniepokojoną twarz mojego gościa.
- Przepraszam. - Mruknęłam.
- Może zostanę na noc? Jesteś blada i martwię się o Ciebie.- W mojej głowie zaczęła wyświetlać się żarząca ,czerwona lampka.
- Nie, to nie jest konieczne. - W końcu miałam zacząć dziś moją misję!
- Wybacz, ale za bardzo się o Ciebie martwię. - Odparła i rozebrała się.
Przyłożyła dłoń do mojego czoła.
- Niby nie masz temperatury. - Skomentowała.
- To nic takiego, nie musisz nade mną czuwać. - Odparłam.
_________________________________________________________________________________
Tak wyglądał posiłek:

czwartek, 4 grudnia 2014

Czyżby jednak buntowniczka miała uczucia?

Po powrocie do domu bez rozklejania się usiadłam do biurka. Zaczęłam tworzyć plan kolejnej misji, tym razem chciałam zagrać na własna rękę, bez pomocników. Mimo, ze to ryzykowne wiedziałam, że muszę zyskać jakąś przewagę nad wrogiem. Jego bazy oczywiście były strasznie daleko od naszego miasta, ale to nie oznaczało, że tam nie dotrę. Miałam spore możliwości, ale brak wiedzy o tych bazach. Zajmowałam się tym do 1 w nocy, potem poszłam spać. Niestety mimo takich zaawansowań w naszym mieście, nie da się nie spać. Rano kiedy wstałam przygotowałam się by wyglądać na mocno przeziębioną. W szkole wszyscy pytali czy ze mną w porządku, więc złapali haczyk, jednak gdy miałam iść do wychowawczyni musiałam się niesamowicie postarać. Weszłam do niej lekko drżąc.
- Dzień dobry. - Zabulgotało mi w nosie.
- Jeny, co się dzieje Oliwio?! - Kobieta zaraz do mnie podbiegła jak oszalała.
- Jestem trochę chora, mogłabym zostać przez najbliższy tydzień w domu i się wykurować? - Mówiłam ochryple.
- Oczywiście! Może jakoś ci pomóc, albo wpadać do Ciebie? - Była niezmiernie głupia.
- Nie, chciałabym zostać sama. - Odparłam.
- Rozumiem. - Odparła.
Wyszłam i poszłam na kolejne lekcje. Wszyscy byli uciążliwi, bo cały czas pytali czy pomóc, albo czy nie odprowadzić meni do domu. Uznałam, że ktoś może mnie odprowadzić, żeby nie było. po szkole wybrałam Mimi. Bynajmniej ja tak ja. nazywałam.
- Prześlę Ci wszystkie notatki na e-mail, bo skoro nie chcesz być odwiedzana to chociaż tak pomogę. - Dziewczyna była miła.
- Dziękuje. - Siliłam się na bycie miłą.
- Może chcesz coś zjeść? Umiem dobrze gotować. - Uśmiechnęła się radośnie.
Mnie trochę zamurowało, przypominała mi moją przyjaciółkę (Tak, tak miałam przyjaciółkę!), także była uprzejma i umiała gotować,mimo, ze mnie irytowała to jednak wiele nas łączyło.
- Co jest? Przypominam Ci kogoś? - Zaśmiała się, a ja miałam wrażenie,z ę czyta mi w myślach.
- Skąd ten pomysł? - Odwróciłam wzrok.
- Bo ty mi też kogoś przypominasz. - Jej szczerość, aż zabolała w sercu.
Tak bardzo mi ją przypomniała, a ja nie chciałam pamiętać.
- Kogo? - Zapytałam mimochodem.
- Miałam kiedyś przyjaciółkę, chociaż nienawidziła gdy tak o niej mówiłam. Była dobra, opiekowała się mną i często mnie chroniła.Gdy nadeszła wojna to ludzie w mundurach wycelowali we mnie, a ona stanęła przede mną, mówiąc coś ala " Nie myślcie, że możecie wszystko!". Dostała wtedy kulkę w głowę. Padła niczym kukiełka, nigdy nie widziałam jej takiej, nawet jak spała, była taka jakaś dojrzała i surowa. Wtedy ja złapałam ją w ręce i położyłam mimowolnie na ziemi. Zasnęła na wieki Było to smutne dla mnie, jakiś mężczyzna złapał mnie i uciekł, niosąc na plecach. A ja nie zdążyłam się nawet pożegnać. - Po jej policzkach płynęły łzy, ale na twarzy widniał uśmiech.
- Czemu się uśmiechasz, nie powinnaś być zła? - Zdziwiłam się.
- Powinnam na siebie, bo to ona powinna być tu zamiast mnie, miała tyle do stracenia, a ja miałam tylko ją. - Odparła
- Ale ty byłaś dla niej najważniejsza najwidoczniej. - Mruknęłam.
- Była by tu bardziej potrzebna.- Teraz miała smutny uśmiech.
- Chciałabym byś coś mi ugotowała... - Powiedziałam zawstydzona.
- Dobrze to zrobię Ci coś specjalnego. - Otarła łzy i jej smutek przeminął równie szybko co przyszedł.
Akurat dotarłyśmy pod mój dom.
_________________________________________________________________________________

Kim jest Mimi? Zapraszam do zakładki postaci pobocze :)

środa, 3 grudnia 2014

Prawda o głębi.

Odeszłam od nauczycielki i wróciłam do klasy. Resztę dnia miałam neutralną, nie licząc pracy klasowej, o której nie miałam żadnego pojęcia.Typowa ja, nic nie wiem o szkole, za to moi rówieśnicy myślą tylko o tym. Nie znajdą tu nie wiadomo jakiej pracy! Po szkole zostałam po lekcjach i poszłam do wychowawczyni. Jak na złość znalazłam ją po 15 minutach latania po szkole jak debilka, bo przecież po co siedzieć w pokoju nauczycielskim? Znalazłam ja w sali 5, gdzie siedziała z kim? Z kim?! Z Black!
- O znalazłaś nas. - Powiedziała nauczycielka z wyraźnym szczęściem i chęcią do pracy.
- Już myślałyśmy, że będzie trzeba po Ciebie przyjść. - Uśmiechnęła się do mnie to dziewuszysko z piekła rodem.
- Co robimy? - Byłam wściekła.
- Pomalujemy najpierw podstawę. - Pokazała dłonią ogromny kawał deski.- Farba będzie trzeba rozprowadzić nierównomiernie. Wiecie, by widać było, że to trawa. No i oczywiście chodniki, które już rozrysowałyśmy.
- Dobra. - Westchnęłam i wzięłam się do pracy.
Jakby to było gdyby Black mi nie przeszkadzała, co chwilę się na mnie pchała, kichała, potykała się. W pewnym momencie nie wytrzymałam.
- Dobrze Ci tu idzie, nie powinnyśmy pracować w jednej części, pójdę na drugą stronę. - Przenosiłam się.
Widać było, że jest raczej nie zbyt inteligentna. Jak ja mogłam brać kogoś takiego do zespołu?!
Po skończonej pracy zebrałam się do sterylnie czystego i zawsze pustego domu. Po drodze doszła do mnie Pani buntowniczka.
- Czego? - Warknęłam.
- Może trochę grzeczniej? - Zaproponowała.
- Szacunku oczekujesz ode mnie? - Parsknęłam śmiechem.
- Yhhh, no nie ważne. Wiedz, że zrobię wszystko by Ci odebrać to czego najbardziej pragniesz. - Powiedziała zdecydowanie.
- Niby czemu? Nie masz co robić? Przecież lubisz ten świat, tak? - Zaczęłam być wredna.
- Co ty sobie wogule wyobrażasz?! Kim ty niby jesteś?! - Wydarła się.
- Zazdrościsz mi odwagi, czy czego, bo nie rozumiem? - Uniosłam jedną brew.
- Niczego! Jestem idealna! To ty masz się.... - Darła się niczym wariatka opowiadająca o swoich doznaniach, które uważa za prawdziwe.
- Ja? Ja chcę tylko odzyskać MÓJ świat. MOJĄ rodzinę. Nie obchodzisz mnie ty i twoje wywody. Nie jestem nikim już dla Ciebie, ani ty dla mnie. Zrozum, skoro nie radzisz sobie z tym wszystkim znajdź sobie inną ekipę, a nie będziesz się mścić o nie wiadomo co. Co możesz mi odebrać? To co jest dla mnie najważniejsze jest poza granicami tego miasta. - Mówiłam spokojnie.
- A twoi ludzie? Co z nimi? Masz ich gdzieś?! - Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Oni nie ryzykują dla mnie, tylko dla siebie. Przyłączyli się do mnie, bo ja chcę tego czego oni chcą i wiedzą, że damy radę. Są tylko kompanami, zauważ, że nikogo poza nimi nie mam. Nikogo nie potrzebuję. Walczę jak bohaterka jakiegoś marnego filmu akcji, o odzyskanie tego co utraciłam. Myślisz, że ktoś wejdzie mi w drogę? - Dziewczyna skamieniała, rozjechała się z miną "co?".
- Jesteś okrutna... - Popłakała się.
- To nie ja. Świat mnie tego nauczył, wszyscy ludzie wokół mnie. Nazywaj mnie jak chcesz w sumie, nie zależy mi na tym. - Krzyczałam nie zatrzymując się.
Tak właśnie tak, ta bohaterska dziewczyna w cale tak nie jest! Jest egoistką z głupimi marzeniami, a każdy postrzega ją jako kogoś dorosłego i dojrzałego! Nie! Jestem bachorem, który chce do domu, do rodziców!
_________________________________________________________________________________
Bonus obrazkowy :3

czwartek, 13 listopada 2014

Czyżby odkrycie?

Gdy wszyscy z automatu odwrócili głowy to już wiedziałam, że nikt.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się szczęśliwa z powodu ich reakcji.
- Uważajmy na siebie teraz. - Mruknęła Sil.
- Tak, Black będzie was przekonywać do swojego zdania. - Dodałam.
- Ona i tak nikogo nie przekona. - Prychnął Star.
- Mylisz się. - Wtrąciła się Slecht.
- Nie zapominaj, ze ona dobrze manipuluje. - Powiedział Rake.
- Czyli? - Zdziwił się Star.
- Wykorzysta każdą sytuację. - Mruknęłam.
Wszyscy wtedy zamilkli i pogrążyli się we własnych myślach.
- Dobra niedługo będzie 7, a większość z nas ma co robić, także rozejdźmy się już. - Powiedziałam, przerywając długą ciszę.
Szybko się rozeszliśmy,a  ja poszłam do domu i usiadłam na łóżku. Byłam napakowana złymi emocjami i chciałam się wyładować, ale wiedziałam, że nie mogę.
- Tu wszystko musi być idealne. - Wyszeptałam.
Rzuciłam się na poduszkę i zwyczajnie popłynęła łza po moim policzku. Szybko się jednak otrząsnęłam i poszłam pod prysznic. Przebrałam się szybko i poszłam do szkoły. W drodze zjadłam rogalika i popijałam kawę. Po wejściu do szkoły ruszyłam pod klasę, gdzie siedziała moja klasa, która jak zwykle była pełna życia.
- Wszystko w porządku? - Podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
- Tak, po prostu całą noc się uczyłam. Wiesz sporo nauki. - Uśmiechnęłam się.
- Biedaczka.Jeśli będziesz mieć z czymś problem możesz do mnie przyjść. - Ona też się uśmiechnęła.
- Dziękuję. - Odparłam i zabrzmiał dzwonek.
Jak na złość pierwsza była Chemia, której nie znoszę. Coś tam zanotowałam, coś usłyszałam, ale raczej myślałam nad tym co może teraz się stać, skoro Black odeszła z naszego grona. Nie mogłam jej wyeliminować, a także zastraszać. Była to dla mnie katastrofa, gdyż mogłam stracić cały zespół, a musiałam zakończyć tą wojnę. Nagle na lekcje weszła nasza wychowawczyni i poprosiła mnie. Serce mi mocniej zabiło, a dłonie zaczęły być coraz cieplejsze. Gdy wyszłyśmy z klasy Pani spojrzała na mnie weselej.
- Chwiałabym byś pomogła mi przy projekcie. - Klasnęła w dłonie.
- Projekcie? - Zdziwiłam się.
- Niedługo mamy Święto Pokoju. Chcę byś pomogła mi wykonać makietę naszego miasta. - Była podekscytowana, czego niestety nie ukrywała.
- Ja? - Zdziwiłam się.
- Słyszałam, że jesteś odważna, więc myślę, że sobie z tym poradzisz.- W jej oczach była nie tylko ekscytacja,a  desperacja.
- Mogę spróbować. - Byłam nieszczęśliwa, bo to święto jest uznane tylko dlatego, że pewnego dnia zbudowane to miasto,a  święto przypada na ten właśnie dzień.
Nie znosiłam tego miasta, a tu proszę. Jak na ironię będę robić makietę na dzień jego stworzenia.

sobota, 8 listopada 2014

Baj baj

Obudziłam się już w naszej melinie. Byłam pozszywana w paru miejscach i leżałam pod kroplówką. Niedaleko mnie leżała druga pokrzywdzona osoba. Rozejrzałam się i zauważyłam Slecht.
- Nareszcie wstałaś. - Westchnęła ciężko.
- Też miło Ciebie widzieć. - Odparłam ironicznie.
- Wiesz, że znowu bardzo ryzykowaliśmy prawda. - Powiedziała jakby chciała coś zasugerować.
- Co masz niby na myśli? - Zmarszczyłam brwi.
- Niektórzy nie zniosą ego dłużej. - Mówiła nadal szyfrem.
- Przestań pieprzyć! Kto chce odejść?- Starałam się nie wybuchać za bardzo.
- Black próbuje po prostu wszystkich podburzyć. Właśnie teraz.- Mruknęła.
Ja natychmiast oderwałam wenflon i wkurzona kopnęłam w drzwi. Moim oczom ukazała się gromadka moich osób z grupy, na środku stała osoba, która podburzała resztę. Wkurzona wleciałam w  nią i dwa razy uderzyłam ją pięścią w twarz.
- Wynoś się stąd. - wstałam z  niej.
 Nikt nawet nie drgnął. Ona za to z wyrzutami patrzyła na wszystkich.
- JAZDA! - Wrzasnęłam, a ta uciekła w popłochu.
- Miło, że znowu odzyskałaś temperament. - Powiedział Pluskwiak.
- Tak, trochę minęło od mojego wybuchu. - Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie kręci Ci się w głowie? - Zapytała Sil.
- Nie, jest ok. - Odparłam.
- To dobrze. - Widać było, że się martwiła.
- Dobra, teraz czas na pytanie. Kto chce podążać drogą Black? - Zapytałam prosto z mostu.

piątek, 7 listopada 2014

Zwrot akcji

Moim oczom ukazał się długo wyczekiwany autobus.
- Odwrót! - Wrzasnęłam, tak, że moje gardło zabolało.
Wszyscy ruszyli do pojazdu, ale za nami również i przeciwnicy. Ktoś wydał rozkaz, by celować w koła, co było głupie. Czemu? Koła odbijały pociski. Nie pytajcie jak to zrobiliśmy, bo to zasługa naszego geniusza Sil. Szybko wsiedliśmy do wozu i Paweł natychmiast ruszył. W między czasie zamknął i drzwi. Wszyscy odsapnęliśmy i dopiero teraz było widać szkody. Najbardziej chyba ucierpiałam ja. Toteż zajęto się mną jako pierwszą. Długo nikt nic nie mówił. Tylko słychać było pojazd,a  czasem dźwięki bandaży, czy pisków bólu. Zalgo miał głęboką ranę do szycia, ale nie mieliśmy możliwości by to zrobić tutaj,w  obecnej sytuacji, bez koniecznych środków. Black przeczyściła mu ranę wokół i szybko nałożyła jakiś opatrunek. Gdy już wszyscy byli opatrzeni i gotowi na rozmowę, odezwałam się zachrypniętym głosem.
- Dobra robota. - Wszyscy popatrzyli an mnie smutno, ale i był cień uśmiechu na ich twarzach.
Wyobraźmy sobie co stało by się z  tymi dziećmi, gdyby nie my? Gdyby nie nasza pomoc? Co jest najgorsze? To, ze te ćwoki z Fallen siedzą sobie przy telewizorku, albo mają jakieś pogaduszki o tym kto komu się podoba, albo inne głupoty. Boją się konsekwencji i to ich ogranicza. Są okropni i bezduszni, chociaż my też to jednak działamy dla dobra ogółu. Jak można ignorować to całe zło? Jak można?! Gdyby oni tam byli to, pewnie by pragnęli pomocy. Ktoś do mnie podszedł i powiedział żebym poszła spać, bo wyglądam jakbym miała zraz paść. Położyłam się na 2 fotelach i zasnęłam. Śniło mi się, ze płynę ogromnym statkiem po kryształowej wodzie, a we wodzie pływają przepiękne zwierzęta. Ludzie z uśmiechem wszystkich witali i opowiadali jak tęsknią za domem i jak wyobrażają sobie powrót. Jedni mówili, że czeka na nich żona i syn z ciepłym posiłkiem. Inni mówili, ze praca ich pochłonie,a  bliscy jak zwykle będą musieli go wspierać. Ktoś tam mówił o jakimś weselu, przyjęciu... Sama dobrze nie pamiętam. Wiem, ze leżałam na leżaku i podziwiałam niebo, gdy nagle zrobiło się szare,a  woda zaczęła mętnieć. Widok niczym z  horroru o jakieś zarazie. To jednak było to co przeżyłam na prawdę. Był to sen o tym jak zaczęła się WOJNA.Ten obraz prześladował mnie w snach, w myślach, na lekcjach, w telewizji i literaturze.To wszystko pochłaniało mnie do cna. Wojna i ten sen to moje życie. Niespokojne, pełne walki, łez, rozkazów i brudu. Nie wiem, czy to tylko moje sny, a może kogoś innego także...

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zdziwienie. Strach. Szok. Jak do tego doszło?!

Star szukał wyjścia z potrzasku, ale został zbyt mocno otoczony. Podbiegła do mnie Slecht.
- Niech Pluskwiak wszystkich zabierze,a  my odzyskamy Star. - Powiedziała i jednocześnie wyciągnęła broń.
- On ma tam dzieci, a wszystkie muszą wyjechać bezpiecznie. - Warknęłam i nagle ruszyłam z miejsca.
W tym momencie wszystko słyszałam jak pod wodą, biegłam tak, że kule mnie tylko raz w czas drasnęły. Wbiegłam do środka "kółka". Szybko złapałam dwójkę dzieci i wzięłam na ręce, jedno na barana,a  Star postąpił podobnie i szybko wylecieliśmy z nimi. Reszta nas osłaniała, tylko Paweł już siedział za kierownicą. Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk. Była to jakaś matka z rocznym dzieckiem an rękach, która uciekała zza przedszkola. Była zraniona w nogę, a dziecko krwawiło prawdopodobnie z nogi. Odłożyłam dzieci i postanowiłam się nią zająć, bo reszta musiała walczyć. Nagle kobieta dostała w głowę, a jej oczy zaszły mgłą, byłam na tyle blisko, że zdążyłam złapać i odebrać jej dziecko. Szybko zakryłam mu oczy. Dziecko zaczęło płakać bardziej niż wcześniej, a ja stałam tam ze łzami w oczach.
- Oliv! - Usłyszałam Zolgo, który podbiegł do mnie.
Jednak za nim dobiegł poczułam po ocknięciu się z tego mojego "snu", poczułam okropny ból w klatce piersiowej, udzie i ramieniu. Zrozumiałam co się dzieje i szybko zaczęłam wiać, a mój przyjaciel zaraz za mną. Nagle usłyszałam huk i krzyki. Wiedziałam, że używają granatów, niestety nigdy wcześniej nie mieliśmy z tym styczności. Ktoś do mnie podbiegł i kopnął mnie w nogę, z której krwawiłam. Dziecko przeraźliwie płakało, a ja nagle poczułam okropną wściekłość. Gdy upadłam, to szybko wstałam i z łokcia przywaliłam kolesiowi w brzuch. Już miał celować pięścią w głowę dziecka kiedy pojawił się równie wściekły Zolgo i złamał kolesiowi nos,a  po tym rzucił się na niego i zaczął go tłuc jeszcze bardziej po twarzy. Ja zebrałam się w sobie i dobiegłam do autobusu, gdzie Black przejęła dziecko.
- Black, jedź z Pluskwiakiem, my nie możemy jechać z wami. - Powiedziałam szybko,a  dziewczyna zaczęła drżeć.
Cofnęła się, a Pluskwiak zamknął drzwi i odjechali. Spojrzałam na resztę, która walczyła. Nagle uświadomiłam sobie, że albo oni albo my. Nigdy nie sądziłam, ze będę musiała walczyć na śmierć i życie. Nagle mimowolnie padłam na kolana.Okazało się, ze straciłam dużo krwi, szybko rozdarłam koszulę, którą miałam an sobie i szybko zawiązałam na nodze. Resztę też szybko zabandażowałam i wstrzyknęłam pewien lek. Gdy już poczułam się lepiej to dołączyłam do reszty. Na początku zaatakowałam trzech żołnierzy an raz, którzy strzelali do Slecht.  Jednemu skoczyłam an plecy i skręciłam kark. Kolejnego poczęstowałam kulką w łeb,a z ostatnim poszalałam i zadźgałam go an śmierć. Była to lekka zemsta za krzywdy, które się dzieją teraz i za cierpienie dzieci. Stałam tak przez chwilę nie ruchomo, aż ktoś mnie złapał i zaczął ściskać moja szyję i ciągnął moją osobę ku górze. Szybko odczułam jak to jest, gdy nie można oddychać i kopnęłam przeciwnika w twarz, a on mnie puścił mnie natychmiastowo, ale chciał też mi oddać. Szybko kucnęłam i kopnęłam go w nogi, w taki sposób, że się przewrócił. Jak mój przeciwnik padł na ziemie, to szybko okaleczyłam nożem jego nogi, tak by nie mógł się ruszyć. Potem pognałam pomagać reszcie. Wszystko działo się na tyle szybko, że nie czułam nawet bólu, który powinny sprawiać rany. Jednak to nie było najgorsze, bo w końcu nie tylko ja potrzebowałam pomocy medycznej,a  naszego zbawiciela i zbawicielki nadal nigdzie nie było widać. Szokiem było, że cokolwiek było widać. Można zapytać "czemu", ale to chyba oczywiste, bo na wojnie jak na wojnie, pełno dymu, bomb i innych rzeczy. Bałam się, że niedługo powybijają nas jak kaczki... Nagły huk przybił moją uwagę. Energicznie odwróciłam się w kierunku gdzie przed chwilą było słychać ten dziwny dźwięk, który zdefiniowałam jako huk. Moim oczom ukazał się....

poniedziałek, 27 października 2014

Coś poszło nie tak...

Kiwnęłam tylko głową na znak, by Ci zebrali się do swoich pomieszczeń. Następnie wstałam i poszłam do "siebie". Rozj\ejrzałąm się po pokoju i ruszyłam do szafy. Założyłam czarną bluzkę, na to koszulę moro i potem luźne spodnie moro, do tego glany.. Na mojej szyi zaś spoczywał biały pentagram. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam do korytarza, przez który weszłam i znalazłam się w "sali wychodniowej". Wszyscy byli gotowi, a zmrok nadszedł jakieś 15 minut temu. Kiwnęłam głową na znak, że wychodzimy. Paweł już czekał w autobusie. Drogę mieliśmy tą samą co zawsze, gdzie nigdy nikogo nie było. Wsiedliśmy, po trzaśnięciu drzwi przygotowałam się na mowę.
- Dobra, rozumiem, ze wszyscy wiedzą co mamy robić. Przygotujcie się na wszystko, jeśli ktoś nie da rady psychicznie, to daje znak, wtedy osoba najbliżej tej osoby idzie tam i zbiera go, nie zapomnijcie, że jeśli są z wami dzieci to one są najważniejsze. Czego możemy używać? Sprawa jasna, broni palnej. Nic więcej nie wchodzi w rachubę, poza bombami dymnymi. - Mówiłam tak by wszyscy mnie usłyszeli.
- Nie am problemu Oliv, tylko pytanie czy ty dasz radę, jeśli będziesz z trójką dzieci, a czwarte nagle pojawi się załóżmy pod ostrzałem.- Nagle odezwała się Slecht.
- Nie martw się, jakoś sobie poradzę. - Uśmiechnęłam się.
- Problem w tym, czy my sobie poradzimy jeśli załatwisz się jak ostatnio. Jesteś tu naszym guru i dobrze o tym wiesz, jednak sporo ryzykujesz. Pamiętam jak byliśmy w  podstawówce i wtedy byłaś w takiej sytuacji,a  wróciłaś ledwo żywa, a  dziecko było całe poharatane. Pamiętaj, że możemy nie dać rady byś znowu mogła przeżyć. - Wściekła się lekko.
- Postaram się was nie zawieść. - Mruknęłam.
- Nie o to chodziło. - Westchnęła Black.
- Jesteśmy. - Powiedział Pluskwiak.
- To jazda!- Krzyknęłam,a  wszyscy nagle zebrali się do kupy.
Wyszliśmy z autobusu i w stałym szyku pobiegliśmy do przedszkola, które było niedaleko ostrzałów. Wszędzie było słychać okropne krzyki ludzkie, strzały, dało się nie raz usłyszeć płacz, czy modlitwę. Zatrzymaliśmy się przed wejściem i Zolgo i Stue szybko weszli do środka w maskach. Dali szybki znak dwoma palcami, zę jest bezpiecznie,a  my weszliśmy czym prędzej i zaczęliśmy przeszukiwać pomieszczenia. Ja się nie paprałam, pobiegłam natychmiast do piwnicy. Oczywiście znalazłam tam sporo osób, w większości mamusie z dziećmi.
- Ruszać dupy! Trzymać się blisko siebie i podążać za mną, trzymacie się za rękę, osoba idąca za mną trzyma się mojego paska! - Wydarłam się.
 Wszyscy wstali i chcieli się pchać.
- Biorę 5 osób i same dzieci, po dorosłych wrócę na końcu!- Ogarnęłam tłum i pokazałam palcem, kto idzie jako pierwszy.
Dzieciaki posłuchały mnie i ruszyliśmy, na szczęście nikogo ze złych wojsk nie było jeszcze w budynku. Gdy tylko udało mi się wyjść zauważyłam jak blisko są wojska i kule za chwilę będą dolatywać nawet tutaj. Moim oczom ukazała się Black z dziesiątką dzieci.
- B! Weź moje! - Krzyknęłam do niej,a  ona podniosła dłoń na znak zgody, kazałam biec dzieciakom do niej,a  sama sie cofnęłam po resztę i tym razem wzięłam większą grupę. Było w niej z jakieś 10 osób, a raczej dzieci. Tym razem zasady były inne.
- Idziecie krok w krok za mną, robicie co karzę.- Szybko ruszyliśmy, ale teraz kule były już niebezpieczne. Gdy docieraliśmy już do wyjścia postanowiłam wyjawić dzieciom co będą musiały zrobić.
- Słuchajcie najgorsze przed wami. Teraz będziecie biec do autobusu, dużego. Nie patrzycie się na boki i pędzicie ile sił w nogach,myślicie tylko o dobiegnięciu.
Dzieci wydawały się przerażone, bo w końcu były to pięciolatki. Wiedziałam, że w zwartej grupie nie ma mowy o przeżyciu,a  więc nie było wyjścia. Kazałam im biec,a  one wyleciały niczym z  torpedy. Każdy pocisk, który leciał w ich kierunku zestrzeliłam, a gdy dzieciaki zostały wciągnięte przez Pawła do wozu szybko ruszyłam z powrotem do środka, a w miedzy czasie reszta wyprowadzała inne dzieci. Gdy wróciłam z tych wielu os pozostało parę dzieci. Jeden 3-latek i dwie 6-latki. Wzięłam chłopaczka na ręce,a  dziewczynki szły za mną, jednak gdy doszliśmy do drzwi, wiedziałam, że muszę chronić 3, ale to było wręcz nie możliwie.
- Dziewczynki najpierw wy. Biegniecie do autobusu, ile sił w nogach i nie patrzycie nigdzie indziej niż przed siebie. - Wytłumaczyłam i od razu kazałam im biec.
Znowu perfekcyjnie je obroniłam.
- Hej. Mocno się teraz trzymaj. - Powiedziałam do chłopca i szybko wyleciałam na dwór.
Ktoś we mnie non stop strzelał i w pewnym momencie się obróciłam, co było błędem. Zobaczyłam, że Star jest w potrzasku z czwórka dzieci, celowano do nich.
- PLUSKWIAK!!!!!!!!! - Wydarłam się.
Był to kod awaryjny. Stanęłam w miejscu i zaczęłam strzelać, razem z Pluskwiakiem, który wysiadł z pojazdu. W między czasie podbiegła do mnie Abi z dzieciakiem an rękach i zabrała chłopca. Zaczęła się jatka na broń.

wtorek, 21 października 2014

Czas akcji nadchodzi!

Nagle rozbrzmiał dzwonek,a  ja westchnęłam ciężko i schowałam książkę, po czym stanęłam przy drzwiach od sali, oczywiście opierając się o ścianę. Gdy nauczyciel przyszedł grzecznie weszłam do sali. Oglądaliśmy jakiś film, który przedstawiał jakąś grupę naukowców, która testowała nowe leki. Testowano je na małpach, oczywiście na prawdę testowano je na ludziach i wcale to w ten sposób nie wyglądało, bo widziałam taśmy, które ukradli moi znajomi, którzy żyją w innym sektorze. Ciekawiło mnie w sumie co u nich, szybko jednak odesłałam tą myśl w dal, bo przypomniało mi się, że starali się o bycie naukowcami. Musiałam zmienić temat myśli,a  złaszcza słowo "sektor". Z jakiego powodu? Otóż ta nazwa jest zabroniona, gdyż była używana w czasie wojny i chorób, jednak ja ja często stosuje. To miasto było sektorem parzystym, czyli bezpiecznym, nie parzyste były to niebezpieczne. Tak na prawdę różnica była znikoma, bo np>: sektor 22 i 23 różniły się tylko tym, ze w sektorze 22 nie było badań na ludziach. Oczywiście były sektory wysokiego niebezpieczeństwa,  a były to liczby powyżej 60. Tam działy się już cuda. Ja należałam do sektora 66 i przewijałam się przez każdy sektor. Z jakiego powodu? Często byłam ścigana i uważano mnie za duże niebezpieczeństwo co do opowiadania co się dzieje w jakim sektorze. Zazwyczaj takich ludzi szybko się likwidowało, ale ja byłam zbyt mądra na to, a z resztą sektory nie informowały inny o tym kogo ścigają. Głupie? Taaa, bo po co myśleć.  Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek, co oznaczało, ze musiałam się wziąść w garść. Zarzuciłam na siebie bluzę, na odchodne krzyknęłam tylko "do widzenia" i wyszłam przed szkołę. Pluskwiak już stał, paląc swoje Black Devile i opierając się o swoje Lamborghini Aventador koloru czarnego. Wszystkie wychodzące dziewczyny od razu się prostowały i starały wyglądać jak nie wiadomo jakie dupery. Ja podeszłam do niego jak zwykle, co wywołało szok. Chłopacy o mało nie wyszli ze skóry gdy zobaczyli to auto.
- Znowu się lansujesz. - Skomentowałam go na przywitanie.
- Narzekasz. - Powiedział przez nos, po czym wypuścił dym i zgasił papierosa.
- Dobra jedźmy. - Przeszłam do strony pasażera i wsiadłam.
Paweł zaraz też wsiadł i ruszyliśmy.
- Jakie plany? - Zapytał niby od niechcenia.
- Dzisiaj przedszkola. - Odparłam wesoło.
- Na pewno? - Zapytał, zerkając na mnie.
- Myślę, że jesteśmy gotowi. Mam nadzieje, że psycholog nie będzie potrzebny. - Powiedziałam trochę zmartwiona.
- Nie będę podwarzał twojego zdania.- Odprał.
- Pewnie to ma być ostrzeżenie, że inni będą je podwarzać. - Przymknęłam oczy.
- Jestem przewidywalny coraz bardziej. - Odparł wesoło.
- Trochę tak. - Zaśmiałam się.
- Dobra jesteśmy. - Wjechaliśmy do starej zniszczonej fabryki.
Wysiedliśmy i poszliśmy do pokoju, który nazwałam "pokojem rozmów". W nim już czekała moja grupa. Przywitaliśmy się szybko, a ja usiadłam na swoim fotelu.
- Dzisiaj zaliczamy przedszkola. - Powiedziałam surowo.
- Chyba oszalałaś! - Wydarła się Black.
- Zamknij się Black. - Warknął Stue.
- SAM SIĘ ZAMKNIJ. - Dziewczyna się napuszyła.
- Ja nie dre ryja. - Prychnął.
- Cisza. - Powiedziałam spokojnie.- Uważam, że trzeba w końcu zebrać się na przedszkola. Nie zapomniałam o tym co się działo gdy byliśmy w podstawówce, ale nie możemy dłużej czekać. - Powiedziałam.
- Zolgo powiedz jej coś! - Krzyknęła z przerażeniem blondynka.
- Ma rację. - Odpalił papierosa Djarum i rozejrzał się po sali.
- Zdecydowane. Zolgo, Stue wchodzicie pierwsi, ubezpiecza was Abi i Goatman. Potem wchodzimy cała resztą. Zaprowadzamy dzieci do samochodu, w którym standardowo siedzi Pluskwiak. Każdy mam nadzieję, że pamięta jak się komunikujemy i inne badziewia. Paweł bierzesz oczywiście autobus. - Przedstawiłam szybki plan.
- Nadal jestem przeciwko. - Westchnęła Black.
- Nie bój się o niczyją psychikę, a i pamiętajcie, że życie dziecka jest najważniejsze. - Patrzyłam na każdego, ale nie wiele zdradzali po sobie emocji.

poniedziałek, 20 października 2014

Chłopak...

Westchnęłam ciężko i rozejrzałam się po chłopakach, którzy przypominali rozjuszone stado lwów, którym ukradziono młode. Trener zebrał się do kupy i kontynuował lekcję. Reszta naturalnie była ode mnie gorsza, chociaż jeden chłopczyk mnie zadziwił. Czemu chłopczyk? Otóż był drobnej budowy i nie wydawał się silny.
Okazał się być nie tylko szybki, ale i silny. Lwy zezłościły się jeszcze bardziej, ale chłopak zbytnio nie przejął się nikim. Nasz wynik dzieliło około 12 sekund, ponieważ ja byłam szybsza. Dostaliśmy po 6, a facet pozwolił nam iść się przebrać. Podeszłam szybko do ciekawiącej mnie osóbki.
- Hej. - Uśmiechnęłam się.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która była lepsza? - Spojrzał na mnie.
- Tak. Mam pytanie. - Kontynuowałam.
- Nie jestem w żadnej jednostce, podczas wojny po prostu musiałem sobie radzić samotnie. - Odpowiedział na pytanie, którego jeszcze nie zadałam.
- Wiele ludzi pytało się o to? - Zaśmiałam się.
- Dokładnie. - Odparł.
- Czemu nigdzie nie należysz? - Zapytałam.
- W końcu jestem bezpieczny i nie chcę tego tracić. - Mruknął.
- Egoistyczne podejście. - Skomentowałam nieco dogryźliwym tonem.
- Czemu? - Zaciekawił się.
- Przecież wiesz, że inne miasta czy państwa nie są wyzwolone. Myślisz, że są tam tylko dorośli silni mężczyźni, czy kobiety, które są gotowe by walczyć?- Patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- No... Nie. - Odparł przygnębiony.
- Dlatego masz egoistyczne podejście, ale ja też je mam. - Uśmiechnęłam się smutno.
- Jak to? Przecież chcesz uchronić tych ludzi! - Zatrzymał się przez wysokie emocje.
- Nie krzycz. Chodzi o to, że to miasto zostało stworzone specjalnie by ludzi żyli i rozmnażali się w spokoju, bo możemy wyginąć. Poza tym nie myślę o tym co może przeżyć moja rodzina czy przyjaciele po stracie. - Przystanęłam i na spokojnie mu wszystko wyjaśniłam.
- Nawet jeśli, to działasz w słusznym celu. - Odparł.
- I nielegalnym.- Skrzywiłam się.
- Jak to? - Zdenerwował się.
- Nie wolno mi wychodzić poza te tereny. Heh, można uznać, że mam za nic moje życie. - Wytknęłam język w zabawnym geście.
- Tylko czy ty tak uważasz. - Skomentował.
- To nie ma znaczenia, jakby to powiedział jakiś wojskowy. - Uśmiechnęłam się.
- Być może. - Widać było po nim smutek.
 - Nie przejmuj się i zapomnij o tej rozmowie, trochę jest to uciążliwe dla kogoś takiego jak ty. - Próbwałam go pocieszyć.
- Niby czemu "dla kogoś takiego jak ja"? - Teraz był zbulwersowany.
- Ponieważ zaczniesz myśleć nad tym wszystkim głęboko i może to zadziałać na twoja niekorzyść.- Wytłumaczyłam.
- Masz rację. - Skrzywił usta.
- Dobra, chodźmy się przebrać. - Zachęciłam go ruchem ręki.
Po szybkim przebraniu się, zrozumiałam, że czas na lekcję historii. Moim zdaniem historia była nam potrzebna, ale nie w takiej wersji. Powiedzmy, że nauka jakichś bredni o tym, że nasze miasto pogrążyło się przez jakichś mężczyzn, którzy zaczęli coś tam głosić, nie przypadło mi to do gustu. Z jakich przyczyn? Znałam prawdę i nie dałam sobie zrobić z mózgu papki. Poszłam pod klasę i walnęłam torbą o ścianę i padłam na przysłowiowe cztery litery i wyjęłam książkę, bo była długa przerwa. Książka opowiadała o ludziach w jakimś dziwnym labiryncie umysłowym i musieli przemierzać go by nie umrzeć. Trochę pokręcone, ale ciekawe.

sobota, 18 października 2014

Test!

Dziewczyna poszła do klasy,a  ja zostałam na korytarzu. Wiedziałam, że dziś znowu wybywam z domu, a przecież nic się nie uczę do szkoły. Była to totalna porażka z mojej strony. Niańczyłam tych ludzi, a  przecież mogę po prostu usiąść z dupą na ławeczce w szkole i kazać im wziąść się w garść i kazać zejść mi z oczu. Niestety moje serce, którego nie znoszę, kazało mi się nimi opiekować. Wyjęłam telefon i sprawdziłam co ciekawego w świecie. Mój nowoczesny telefon, jak i mojej grupki, był zapoatrzony nie tyle co w identyfikację odcisków palców, czy też głupiego Androida, ale miałam także w nim podsłuch i inne gadżety. Po cholerę? Mógłby ktoś zapytać, ale nie każdy z tych żyjących sobie spokojnie ludzi wie o tym, co dzieje się w innych miastach, czy państwach. Westchnęłam ciężko i patrząc, jak zwykle w 15 wiadomości SMS, rozejrzałam się po holu. Nikogo nie było, w końcu były lekcje. Moje wiadomości dotyczyły wiadomych problemów dzisiejszego wieczora. Wszystkim wysłałam krótką wiadomość "Po szkole".  Rozbrzmiał dzwonek i uczniowie zaczęli wychodzić z klas. Miałam dzisiaj z jakieś 4 godziny lekcyjne, z czego dwie opuściłam. Teraz zbliżał się WF i test sprawnościowy. Poszłam się przebrać, ku mojemu zaskoczeniu w szatni byli chłopacy i dziewczyny. Ci chłopacy nie byli jednak z naszej klasy.
- Czemu tu jesteście? -Spojrzałam na jakiegoś chłopaka.
- Nie wiem. Kazali nam dzisiaj się przebierać razem. - Odparł zdejmując koszulkę.
- To chyba jakieś żarty. - Wściekłam się.
- Myślisz, że przyszliśmy tu, bo chcemy was pooglądać? - Jakiś inny chłopak skomentował.
- Ta jasne, bo mnie interesowałyby wasze intencje. - Warknęłam.
- Dobrze starczy, dziewczyny przebierać się szybciej. - Powiedział trener.
- Co to ma być?- Wskazałam dłonią na uczniów.
- Niestety są problemy z drugą szatnią i musicie przebierać się razem. Wybaczcie, ale nie mieliśmy wyboru. Macie dziś też ze mną wszyscy test sprawnościowy. - Powiedział.
- Phi. - Rzuciłam torbę w kąt i zdjęłam koszulkę, na co trener szybko się odwrócił.
Dziewczyny były zaskoczone moim podejściem, a chłopacy raczej podnieceni. Trener szybko odszedł. Rozpięłam torbę i założyłam bluzkę zasłaniającą to i owo. Następnie zdjęłam krótkie spodnie i założyłam spodenki, które zasłaniała luźna bluzka. Związałam włosy, a wszyscy stali nieco zawstydzeni i zdziwieni. Zmieniłam obuwie i spojrzałam na wszystkich.
- Co jest? Nie każda z tych dziewczyn jest odważna, więc zamiast się patrzeć zmieniać stroje! - Wydarłam się.
Wszyscy mężczyźni przebrali się w kosmicznie szybkim tempie, a na końcu przebrały się dziewczęta. Wyszliśmy na boisko, gdzie widoczne były przeszkody wojskowe.
- Test sprawnościowy jak we wojsku, więc dajcie z siebie wszystko. - Powiedział trener.
Laski patrzyły na to z przerażeniem, a cchłopy już szykowali się do popisu. Ja zaś stałam rozluźniona, bo takie przeszkody to łatwizna.
- Dobrze widzę, że najbardziej zrelaksowana osoba nam chyba wszystko zaprezentuje. Olivio. - Trener mnie wytypował.
Stanęłam na wytyczonym miejscu, a  na dźwięk gwizdka szybko przebiegłam przez opony, wdrapałam się po jakichś linkach i przeszłam szybko pod siatką, równoważnie przeszłam równie szybko, a następnie podniosłam około 10 kilogramowy plecak i pobiegłam 100 m, a następnie wróciłam z plecakiem. Wszyscy z trenerem byli w szoku. Przecież wyglądam na delikatną i takie tam bzdury, ale co poradzić? Biegam z bronią cięższą od tego plecaka.
- Nigdy jeszcze nie miałem takiego czasu w śród uczniów. - Powiedział oszołomiony trener.
- A gdzie Pan miewa takie osoby? - Zapytałam, lekko dysząc.
- W oddziałach... - Zawiesił się, ponieważ jak już wcześniej wspominałam, nikt nie wie co się dzieje poza tym co tu widzimy.
- Oddziałach? - Zdziwił się jeden z chłopaków.
- Pewnie chodzi mu o wojskowe. - Mruknęłam.
- Nie mamy wojska. - Powiedziała jedna z dziewcząt.
- Pewnie, że nie. Pomyślałaś o czasie przeszłym? - Zakpiłam z niej.
Wbiła wzrok w ziemię z niewątpliwym zawstydzeniem.

piątek, 17 października 2014

Lekcje to porażka!

- Hej! - Krzyknęłam wchdząc do naszej klasy.
Odpowiedziano mi hurem "hej". Usiadłam w swojej ławce, siedziałam z jakąś dziewzyną, z którą nawet nie gadałam. Miała bodajże na imię Ania, a może Anita. Nie wiem dokładnie, bo nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. agle weszła do kalsy nasza polonistka. Nie wnikajmy w to, ze mamy jeszcze 5 języków, a ona wymaga od nas niewiadomo jakiej polszczyzny.Zaczęła jak zwykle swoją lekcję i mówiliśmy tam coś o "Królu Edypie", był on dla mnie wyzwaniem, bo zawierał już tak dziwaczne słowa, ze to nawet nie rozumiałam co czytam. Z myśli o tej jakrze interesującej książce wyrwała mnie nauczycielka.
- Co oznacza imię Edyp? - Spojrzała na mnie nieco wściekle.
- Oznacza osobę o opuchniętych nogach. Nazwano go tak z powodu, że okaleczono jego stopy. - Powiedziałam bezbłędnie, co zdziwiło nauczycielkę.
- Czyli mam rozumieć, że nie słuchasz mnie, bo wszystko wiesz? - Spjrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie interesuje mnie to c Pani sobie myśli. Niech Pani zostawi te uwagi dla siebie. - Powiedziałam, nie przejmowałam sie zbyt czyimiś problemami co do mojej osoby.
- Pani Profesor. - Próbowała zabić mnie wzrokiem.
-  Z tego co wiem, to Pani nie posiada przydomka Profesora, więc z jakich powodów powinnam, się do Pani tak zwracać? - Dobiłam ją.
- Skąd niby masz taka wiedzę? - Popatrzyłą na mnie jak na jej ofiarę.
- Wiem i to Pani stanowczo wystarczy. - Jak zwykle byłam nie wzruszona.
- Proszę Państwa, w takim układzie uważam, że nasza "Marzycielka" jest an tyle pewna swego, że da radę przeprowa... - Mówiła wrednie.
Wstałm w połowie jej zdania i wyszłam z klasy. Nie zamierzałam się kłócić z taką prostacką osobą, jaką była Pani Krauze Iza. Od pierwszych lekcji jej się nie spodobałam, co niestety było widoczne.
Idąc korytarzem spotkałam jak zwykle Chip-Chan, która siedziała ze swoją kamerką i nagrywała co się dzieje na WF'ie u dziewczyn z innej klasy.
- Jak zwykle. - Skomentowałam.
- Hm? - Spojrzała na mnie przelotnie.
- Dziewczyno, nie mżesz uciekać z lekcji, bo będziesz miałą słabą średnią i trafisz do innego sektora, a wiesz, żeten jest najlepszy. - Usiadłam obok niej i rzuciłam torbę obok ławki.
- Nie uciekam.- Powiedziała nieco smutna.
- Znowu Cię wyzywają? - Spojrzałam przez drgugie okno.
- Taaa. - Powiedziała spokojnie.
- Chyba jednak się do nich przejdę. - Wstałam i wzięłam torbę.
- Zaczekaj, to bedzie wstyd. - Wstała, zostawiając kamerę na parapecie.
- Mam to gdzieś. - Krzyknęłąm an odchodne.
Doskonale wiedziałam, gdzie ma teraz lekcje. Zapukałam do drzwi i weszłam do klasy.
- Dzień dobry. Olivia z klasy 1 A. Mogłabym coś oświadczyć klasie an osobności? - Zapytałam z uśmiechem.
- Witam. Oczywiscie. - Kobieta wyszła z klasy.
- Dobra szczeniaki, który smarkacz wyzywa Chip? - Rozglądałam się po klasie.
- Ja. - Wstał jakiś chłopak, który miał wredny uśmieszek na ryjcu.
- W takim układzie powinieneś się ogarnąć. Jesteś żałosny i głupi. Jeżeli sądzisz, zę ktoś Cię za to będzie podziwiał, czy chwalił to coś Ci pokarzę. - Ostrzegłam.
- Pokarz. - Parsknął śmiechem.
- To rusz tu swoje leniwe dupsko. Spaślunie. - Odłożyłam torbę na biórko.
- Ty sobie słonko nei pozwalaj!. - Ruszył w moją stronę.
Dałam mu pstryczka w ns, na co on oczywiście zareagował dezorientacją. Skorzystałam z okazji i złapałam go za włosy, po czym chłopak padł przede mna na kolana.
- Chyba straciłeś odwagę. - Mruknęłam i kopnęłam go w żebro, po czym szybko puściłam jego włosy.
Padł na ziemię, skólony i się popłakał.
- Jeśli wasza klasa nie zadba o moją kumpelę, to skończycie jak on. - Patrzyłam na leżaćego z pogardą.
Wyszłam z klasy i przeprosiłam jeszcze raz za przeszkodzenie. Poszłam do Chip-Chan i kazałam jej iść na lekcję.

Witajcie!

Hej :3. Jestem Oliv i będę na tym blogu pisać w  miarę możliwości jak najczęściej opowiadania. Mam nadzieję, że was zainteresuje to o czym piszę i nie będzie żadnych negatywnych komentarzy, czy czegoś :P.

By was zachęcić skrócę trochę to o czym będę pisać :P. Opowieść będzie dotyczyła czasów nowoczesnych i będzie o dziewczynie , która prowadzi dziwaczny gang. Niby jej maiasteczk jest idealne, ale inne prowadzą wojny i jest w nich dużo zła. Ludziom z tego miasta nie pozwala się wychodzić poza bezpieczną odległość. Oliv i jej grupa jednak uciekają co jakiś czas z miasta i pomagaja innym, narażaja się przy tym na śmierć, choroby, problemy z miastem.


Jak to wszystko się zakończy? Nie wiem :)