Mozolnie pałętałam się po tym cholernym labiryncie, gdzie nie było miejsca na nic., w pewnym momencie znalazłam "ogromny notatnik". Nikogo tam nie było, do tego to jest jedno z niemonitorowanych miejsc. W końcu są różnego rodzaju papiery i nikt poza kilkoma osobami nie mógłby mieć wstępu tutaj. Szybko zaczęłam szukać tego po co tu przybyłam. Wbiłam się pomiędzy jakieś regały, gdzie była literka K i zaczęłam szukać. *Marnotrawnie czasu* pomyślałam. Po dłuższym czasie znalazłam dwie interesujące mnie teczki. Huknęłam szafeczką, co było najgorszym błędem. Ktoś tu był!
- Ty! Kim ty jesteś?! - Ktoś krzyknął za mną i walnął w jakiś przycisk, który włączył alarm.
Wleciałam niczym dzika jaszczurka do wentylacji i zaczęłam szybko przemieszczać się w nim. Ku mojemu zdziwieniu w tym hałasie ktoś mnie usłyszał i zaczęli strzelać do sufitu! Szybko wybyłam z tej klitki i wyjęłam swój mały rewolwer. Wystrzeliłam do dwóch,a może trzech uzbrojonych mężczyzn i zaczęłam uciekać. Mili wyjątkowego pecha co do celności na moje szczęście. Wiedziałam, ze to nie potrwa długo i w końcu mnie otoczą, to też gdy zobaczyłam jakąś kobietę, która właśnie wychodziła z jakiegoś pomieszczenia, wepchnęłam ja tam z powrotem. Drzwi za nami się zamknęły, a blondynka była przerażona i tylko zamknęła oczy. Rozejrzałam się szybko, zdezorientowana i przestraszona. Zobaczyłam szklane okna i panicznie zaczęłam biec w ich kierunku, rozbiłam szybę i wyleciałam z ogromnego budynku. Nie przewidziałam tego, że jestem zbyt wysoko by przeżyć lot. W obłędzie zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony, a z oczy leciały mi łzy. Miałam tylko nadzieję, że przeżyję. W końcu... W końcu jeszcze nie mogę UMRZEĆ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz