Westchnęłam ciężko i rozejrzałam się po chłopakach, którzy przypominali rozjuszone stado lwów, którym ukradziono młode. Trener zebrał się do kupy i kontynuował lekcję. Reszta naturalnie była ode mnie gorsza, chociaż jeden chłopczyk mnie zadziwił. Czemu chłopczyk? Otóż był drobnej budowy i nie wydawał się silny.
Okazał się być nie tylko szybki, ale i silny. Lwy zezłościły się jeszcze bardziej, ale chłopak zbytnio nie przejął się nikim. Nasz wynik dzieliło około 12 sekund, ponieważ ja byłam szybsza. Dostaliśmy po 6, a facet pozwolił nam iść się przebrać. Podeszłam szybko do ciekawiącej mnie osóbki.
- Hej. - Uśmiechnęłam się.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która była lepsza? - Spojrzał na mnie.
- Tak. Mam pytanie. - Kontynuowałam.
- Nie jestem w żadnej jednostce, podczas wojny po prostu musiałem sobie radzić samotnie. - Odpowiedział na pytanie, którego jeszcze nie zadałam.
- Wiele ludzi pytało się o to? - Zaśmiałam się.
- Dokładnie. - Odparł.
- Czemu nigdzie nie należysz? - Zapytałam.
- W końcu jestem bezpieczny i nie chcę tego tracić. - Mruknął.
- Egoistyczne podejście. - Skomentowałam nieco dogryźliwym tonem.
- Czemu? - Zaciekawił się.
- Przecież wiesz, że inne miasta czy państwa nie są wyzwolone. Myślisz, że są tam tylko dorośli silni mężczyźni, czy kobiety, które są gotowe by walczyć?- Patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- No... Nie. - Odparł przygnębiony.
- Dlatego masz egoistyczne podejście, ale ja też je mam. - Uśmiechnęłam się smutno.
- Jak to? Przecież chcesz uchronić tych ludzi! - Zatrzymał się przez wysokie emocje.
- Nie krzycz. Chodzi o to, że to miasto zostało stworzone specjalnie by ludzi żyli i rozmnażali się w spokoju, bo możemy wyginąć. Poza tym nie myślę o tym co może przeżyć moja rodzina czy przyjaciele po stracie. - Przystanęłam i na spokojnie mu wszystko wyjaśniłam.
- Nawet jeśli, to działasz w słusznym celu. - Odparł.
- I nielegalnym.- Skrzywiłam się.
- Jak to? - Zdenerwował się.
- Nie wolno mi wychodzić poza te tereny. Heh, można uznać, że mam za nic moje życie. - Wytknęłam język w zabawnym geście.
- Tylko czy ty tak uważasz. - Skomentował.
- To nie ma znaczenia, jakby to powiedział jakiś wojskowy. - Uśmiechnęłam się.
- Być może. - Widać było po nim smutek.
- Nie przejmuj się i zapomnij o tej rozmowie, trochę jest to uciążliwe dla kogoś takiego jak ty. - Próbwałam go pocieszyć.
- Niby czemu "dla kogoś takiego jak ja"? - Teraz był zbulwersowany.
- Ponieważ zaczniesz myśleć nad tym wszystkim głęboko i może to zadziałać na twoja niekorzyść.- Wytłumaczyłam.
- Masz rację. - Skrzywił usta.
- Dobra, chodźmy się przebrać. - Zachęciłam go ruchem ręki.
Po szybkim przebraniu się, zrozumiałam, że czas na lekcję historii. Moim zdaniem historia była nam potrzebna, ale nie w takiej wersji. Powiedzmy, że nauka jakichś bredni o tym, że nasze miasto pogrążyło się przez jakichś mężczyzn, którzy zaczęli coś tam głosić, nie przypadło mi to do gustu. Z jakich przyczyn? Znałam prawdę i nie dałam sobie zrobić z mózgu papki. Poszłam pod klasę i walnęłam torbą o ścianę i padłam na przysłowiowe cztery litery i wyjęłam książkę, bo była długa przerwa. Książka opowiadała o ludziach w jakimś dziwnym labiryncie umysłowym i musieli przemierzać go by nie umrzeć. Trochę pokręcone, ale ciekawe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz