wtorek, 16 grudnia 2014

Czas na podróż.

Zgasiłam światło i pogrążona w złości i smutku oraz z nieznanych przyczyn towarzyszącej mi rozpaczy. Nie mogłam zamknąć oczu, byłam rozchwiana emocjonalnie i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Pamiętałam o obiecanej sobie misji. Wstałam gwałtownie i po policzku poleciała mi łza, ale nie wzruszona tym otworzyłam szafę i przebrałam się w czarne ciuchy, założyłam kominiarkę, a potem ubrałam cienką kurtkę i po chwili stałam w korytarzu, gdzie patrzyłam na buty z demotywacją w myślach. To było dziwne, ale myślałam o Miki. Przypomniałam sobie jej uśmiech, jej zapach, jej dotyk i ten pieprzony zapach mojej ulubionej potrawy! Wtedy sobie uświadomiłam, że już tego nigdy nie poczuję, że teraz muszę tylko odnaleźć rodzinę, że tylko ona mi została! To wszystko, jeśli tego nie odzyskam... "Co się ze mną stanie? Miki, co gdy oni też zginęli?" Zadałam pytanie retoryczne. Ubrałam pośpiesznie buty i wybyłam z domu. Poszłam do naszej meliny i wzięłam motor, na którym ruszyłam do mojego byłego sektora (ponoć najgorszy na całym świecie) by odnaleźć dokumenty. Mijałam po drodze mordowane rodziny, ucieczki, zabójstwa, samobójstwa, nie uniknęło mojej uwadze również ludożerstwo na ulicach. Na szczęście przez ten chaos nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Po dłuższej jeździe wzeszło słońce, a potem nadszedł dzień. W pewnym momencie zobaczyłam matkę z dzieckiem... To było okrutne, jacyś kolesie stali nad nią. Zatrzymałam się i podeszłam powoli.
- DAWAJ! - Wrzasnął któryś z nich.
- Jest moje! MOJE! - Kobieta płakała.
- Ciesz się, że Ciebie chcemy oszczędzić! DAWAJ! - Mężczyzna wyjął nóż i wycelował w niemowlaka.
Natychmiast spotkał się z moim atakiem, został powalony na ziemię i przytknęłam mu broń palna do czoła.
- Ohydny, okrutny śmieciu! GIŃ! - Pociągnęłam za spust.
Wstałam ze zwłok.
- ŻREĆ! - Warknęłam do reszty.
Wszyscy od razu zabrali ciało i gdzieś w jakiejś uliczce zaczęli go pochłaniać.
- Ty...- Kobiecie zabrakło słów.
- Chroń je.- Mruknęłam na odchodne, wsiadłam na motor i odjechałam.
"Czy to nie ironiczne ratować kogoś kto i tak zginie Miki?" - znowu to samo retoryczne pytanie.
Cała drogę jechałam 2 dani bez odpoczynków, byłam tak przepełniona adrenaliną, że nie mogłam nic przełknąć, czy iść spać. Gdy dojechałam na miejsce była godzina 00.00. Napiłam się wody i wzięłam snajperkę w dłonie. Rozłożyłam się w dogodnym miejscu, które nie trudno było znaleźć, bo opuszczonych budynków tu pełno. Sprawdziłam wszystkich ochroniarzy i zabezpieczenia, okazało się, że na dachu są tylko 4 osoby, a mój budynek jest wyższy niż ich biurowiec. Zestrzeliłam wszystkich, wycelowałam linę w tamta stronę i chop. Wisiałam nie wiadomo ile metrów nad ziemią, chociaż pewnie dużo. Następnie wystarczyło wchodzić niżej, co było proste, bo wentylacja jest wszędzie. Wpakowałam się tam i schodziłam pomału do labiryntu, gdy byłam już w środku to szybko zaczęłam szukać miejsca, które zawsze zwałam " ogromnym notatnikiem".
_________________________________________________________________________________
Wybaczcie pisanie jakbym chciała, a nie mogła, po prostu ostatnio dużo mam na głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz