Kiwnęłam tylko głową na znak, by Ci zebrali się do swoich pomieszczeń. Następnie wstałam i poszłam do "siebie". Rozj\ejrzałąm się po pokoju i ruszyłam do szafy. Założyłam czarną bluzkę, na to koszulę moro i potem luźne spodnie moro, do tego glany.. Na mojej szyi zaś spoczywał biały pentagram. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam do korytarza, przez który weszłam i znalazłam się w "sali wychodniowej". Wszyscy byli gotowi, a zmrok nadszedł jakieś 15 minut temu. Kiwnęłam głową na znak, że wychodzimy. Paweł już czekał w autobusie. Drogę mieliśmy tą samą co zawsze, gdzie nigdy nikogo nie było. Wsiedliśmy, po trzaśnięciu drzwi przygotowałam się na mowę.
- Dobra, rozumiem, ze wszyscy wiedzą co mamy robić. Przygotujcie się na wszystko, jeśli ktoś nie da rady psychicznie, to daje znak, wtedy osoba najbliżej tej osoby idzie tam i zbiera go, nie zapomnijcie, że jeśli są z wami dzieci to one są najważniejsze. Czego możemy używać? Sprawa jasna, broni palnej. Nic więcej nie wchodzi w rachubę, poza bombami dymnymi. - Mówiłam tak by wszyscy mnie usłyszeli.
- Nie am problemu Oliv, tylko pytanie czy ty dasz radę, jeśli będziesz z trójką dzieci, a czwarte nagle pojawi się załóżmy pod ostrzałem.- Nagle odezwała się Slecht.
- Nie martw się, jakoś sobie poradzę. - Uśmiechnęłam się.
- Problem w tym, czy my sobie poradzimy jeśli załatwisz się jak ostatnio. Jesteś tu naszym guru i dobrze o tym wiesz, jednak sporo ryzykujesz. Pamiętam jak byliśmy w podstawówce i wtedy byłaś w takiej sytuacji,a wróciłaś ledwo żywa, a dziecko było całe poharatane. Pamiętaj, że możemy nie dać rady byś znowu mogła przeżyć. - Wściekła się lekko.
- Postaram się was nie zawieść. - Mruknęłam.
- Nie o to chodziło. - Westchnęła Black.
- Jesteśmy. - Powiedział Pluskwiak.
- To jazda!- Krzyknęłam,a wszyscy nagle zebrali się do kupy.
Wyszliśmy z autobusu i w stałym szyku pobiegliśmy do przedszkola, które było niedaleko ostrzałów. Wszędzie było słychać okropne krzyki ludzkie, strzały, dało się nie raz usłyszeć płacz, czy modlitwę. Zatrzymaliśmy się przed wejściem i Zolgo i Stue szybko weszli do środka w maskach. Dali szybki znak dwoma palcami, zę jest bezpiecznie,a my weszliśmy czym prędzej i zaczęliśmy przeszukiwać pomieszczenia. Ja się nie paprałam, pobiegłam natychmiast do piwnicy. Oczywiście znalazłam tam sporo osób, w większości mamusie z dziećmi.
- Ruszać dupy! Trzymać się blisko siebie i podążać za mną, trzymacie się za rękę, osoba idąca za mną trzyma się mojego paska! - Wydarłam się.
Wszyscy wstali i chcieli się pchać.
- Biorę 5 osób i same dzieci, po dorosłych wrócę na końcu!- Ogarnęłam tłum i pokazałam palcem, kto idzie jako pierwszy.
Dzieciaki posłuchały mnie i ruszyliśmy, na szczęście nikogo ze złych wojsk nie było jeszcze w budynku. Gdy tylko udało mi się wyjść zauważyłam jak blisko są wojska i kule za chwilę będą dolatywać nawet tutaj. Moim oczom ukazała się Black z dziesiątką dzieci.
- B! Weź moje! - Krzyknęłam do niej,a ona podniosła dłoń na znak zgody, kazałam biec dzieciakom do niej,a sama sie cofnęłam po resztę i tym razem wzięłam większą grupę. Było w niej z jakieś 10 osób, a raczej dzieci. Tym razem zasady były inne.
- Idziecie krok w krok za mną, robicie co karzę.- Szybko ruszyliśmy, ale teraz kule były już niebezpieczne. Gdy docieraliśmy już do wyjścia postanowiłam wyjawić dzieciom co będą musiały zrobić.
- Słuchajcie najgorsze przed wami. Teraz będziecie biec do autobusu, dużego. Nie patrzycie się na boki i pędzicie ile sił w nogach,myślicie tylko o dobiegnięciu.
Dzieci wydawały się przerażone, bo w końcu były to pięciolatki. Wiedziałam, że w zwartej grupie nie ma mowy o przeżyciu,a więc nie było wyjścia. Kazałam im biec,a one wyleciały niczym z torpedy. Każdy pocisk, który leciał w ich kierunku zestrzeliłam, a gdy dzieciaki zostały wciągnięte przez Pawła do wozu szybko ruszyłam z powrotem do środka, a w miedzy czasie reszta wyprowadzała inne dzieci. Gdy wróciłam z tych wielu os pozostało parę dzieci. Jeden 3-latek i dwie 6-latki. Wzięłam chłopaczka na ręce,a dziewczynki szły za mną, jednak gdy doszliśmy do drzwi, wiedziałam, że muszę chronić 3, ale to było wręcz nie możliwie.
- Dziewczynki najpierw wy. Biegniecie do autobusu, ile sił w nogach i nie patrzycie nigdzie indziej niż przed siebie. - Wytłumaczyłam i od razu kazałam im biec.
Znowu perfekcyjnie je obroniłam.
- Hej. Mocno się teraz trzymaj. - Powiedziałam do chłopca i szybko wyleciałam na dwór.
Ktoś we mnie non stop strzelał i w pewnym momencie się obróciłam, co było błędem. Zobaczyłam, że Star jest w potrzasku z czwórka dzieci, celowano do nich.
- PLUSKWIAK!!!!!!!!! - Wydarłam się.
Był to kod awaryjny. Stanęłam w miejscu i zaczęłam strzelać, razem z Pluskwiakiem, który wysiadł z pojazdu. W między czasie podbiegła do mnie Abi z dzieciakiem an rękach i zabrała chłopca. Zaczęła się jatka na broń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz