środa, 31 grudnia 2014

Koniec.

Nie poruszyłam się nawet, po prostu czytałam dalej, a nadzieja, sens życia, sens walki wyparowywało.
- Oliv. - Do pokoju weszła Mimi.
Siedziałam niczym pół martwa.
-  Oliv! Co się dzieje?! - Dziewczyna podbiegła do mnie i spojrzała na papier, który trzymałam w dłoniach.
Przeczytała szybko kilka zdań i chyba teraz rozumiała... Moich rodzice umarli, w trzeci dzień wojny z głodu. Nie byłam w stanie mówić, czy też płakać. Po prostu nienawiść płynęła w moje żyły powoli. Wstałam po chwili jak robot i zmieniłam ubiór, a dziewczyna w moim pokoju po prostu trzymała notatki. Za nim się obejrzałam już jej nie było.
- Dobrze. - Szepnęłam sama do siebie.
Wyszłam szybko z domu i ruszyłam na najbardziej zabezpieczone tereny, czyli rynek. Zaatakowałam ochroniarzy i zaczęłam bójkę. Nie bałam się śmierci, ani nie miałam nic do stracenia. Nie mogli używać broni, także byłam teoretycznie bezpieczna.
Ludzie zebrali się by to oglądać, w końcu przyszedł jakiś wyższy rangą ochroniarz. Złapali mnie i przywiązali do metalowego słupa.Ten mężczyzna wziął bat i zamachnął się parę razy na mnie. Bolało i piekło,a  krew się sączyła. Ludzie mieli strach w oczach.
- Tak, tak to wasz miasto idealne to kłamstwo! - Wydarłam się do nich.
Kolejny bat.
- I wiecie co?! Wasze rodziny za murami miasta głodują i giną! Ludzie tam toczą wojnę, a  wy o niczym nie wiecie! - Wydarłam się, by nawet rozmowy mnie nie zakłóciły.
Wszyscy skamienieli, a ja dostałam 15 batów.
- Nie skończy się to nigdy! - Dodałam.
Kolejny zamach, ale... Ktoś mnie obronił i przyjął ten ból za mnie.
- Mimi? - Zdziwiłam się gdy wstała.
- PRZESTAŃ! - Krzyknęła rozpaczliwie.
- Taka odwaga? Phi. Zabrać ją! - Odparł biczownik.
Kolejny raz się zamachnął, ale tym razem to on padł. Za nim stał Pluskwiak... Miał straszny wyraz twarzy, zadźgał mężczyznę, po czym rzucił się mi na pomoc. Nagle z nie wiadomo skąd zaatakowała reszta moich ludzi, pełni złości, wigoru i siły w sobie.
- Oszalałaś? - Chłopak dotknął mojego policzka.
- Nie mam nic do stracenia. - Odparłam bezdusznie.
- Ja mam... Nie chcę Cię stracić. Pokochałem Cię, a ty możesz mnie pokochać, będę tym, który Cię ocali. - Powiedział.
- Na prawdę? - Moje oczy zalśniły łzami.
- Tak. Nie opuszczę Cię. - Uśmiechnął się i mnie uwolnił.
Wstaliśmy, moje serce mocniej zabiło, to tego było mi potrzeba. Ruszyliśmy do walki. Ludzie uciekali, zapanował chaos, a ja i moi ludzie atakowaliśmy, jak nigdy wcześniej. Nawet Black wróciła, walczyła u mego boku. Po chwili stanęłam twarzą w twarz do mego księcia. Schylił się by mnie pocałować... Gdy nagle...
Krew rozbryzgła, ktoś strzelił mu prosto w głowę, padł jak kukiełka. Moje źrenice się rozszerzyły i stałam jak słup soli.
- Nie... Nie może być. - Szepnęłam.
Rozejrzałam się, Black także została postrzelona i zmarła na miejscu, Mimi to samo, Star, Abi, Zalgo, Goat, Aku, Rain  Rake, Sil, Chip.
Slecht zasłoniła mnie nagle i padła niczym Pluskwiak. Krew we mnie się zagotowała, wzięłam pistolety w dłonie i zaczęłam strzelać na oślep.
Wzięłam ostatni oddech i również dostałam kulkę centralnie w głowę, a jeszcze dokładniej w czoło. Padłam. Odeszłam. Byłam początkiem nowej ery, inne organizacje uaktywniły się i agenci przestali się kryć, odbyły się w tym dniu masowe ataki, wszyscy zbrodniarze łażący po tej ziemi zginęli w okropny sposób. Byłam początkiem, byłam kimś kto dopiął swego.
"Czym jest walka? Walka to ubieganie się o swoje, ja tego dokonałam, szkoda, że ze śmiertelnym skutkiem."
_________________________________________________________________________________
Pan od bata:
Dziękuję czytelnikom za to, że śledzili moje badziewne opowiadanka :P, mam nadzieję, że końcówka was nie zawiodła. Mam w planach stworzenie kolejnego bloga, jednak nie mam pojęcia czy mi się to uda, ale plan jest :D.
Nawiasem mamy Nowy rok już dzisiejszej nocy zaczniemy 2015 rok, z tej okazji życzę wam świetnej zabawy i kolejnego roku pełnego ciekawych doświadczeń i nowych wrażeń.


wtorek, 30 grudnia 2014

Blada skóra odpowiedzią.

Nagle do moich uszu dobiegł dziwny dźwięk, a po chwili ktoś złapał mnie w ramiona. Niestety nie widziałam kim była tajemnicza osoba i co robi. Nie byłam w stanie nic zrobić z przerażenia, więc tylko zacisnęłam mocniej pięści. Po chwili coś szarpnęło nami, no i spadaliśmy wolniej. Czyżby spadochron?
Gdy uderzyłam stopami w zimie i przekukałam się kawałek, zrozumiałam, że przeżyłam. Spojrzałam an mojego wybawcę,okazał się być to  jakiś młodzieniec, być może i szpieg.
- Kim jesteś? - Zapytałam gdy odplątał się z linek.
- To bez znaczenia. Uciekaj. - Rozglądał się nerwowo.
- Chcę znać twoje imię. - Byłam natarczywa.
- Lis, tak mnie zwą.- Warknął szybko.
- Oliv. Dziękuję. - Odparłam i uciekłam szukać wozu,którym tu przybyłam.
Na szczęście był on niedaleko i nie musiałam się krzątać. Schowałam papiery, założyłam kask i szybko ruszyłam do domu. Podróż była równie męcząca co przedtem, ale poszła jakoś szybciej, dlatego, że mało odpoczywałam.
Do domu dotarłam jakoś w nocy. Nikt mnie nie widział, ani nie usłyszał. Gdy weszłam do domu i rozejrzałam się po nim, to przyszło mi jedno na myśl " Niedługo będę z rodzicami".
Przeszłam się do kuchni i napiłam zimnej wody, po czym zjadłam jogurt. Następny był prysznic, a spod niego ruszyłam do łóżka. Papiery ułożyłam tuż obok niego bym rano mogła się tym zająć.
Gdy rano otworzyłam oczy przez okno wpadało rażące słońce, było około dziesiątej. Usiadłam i przetarłam oczy, wzięłam do ręki dokumenty i zaczęłam składać literki w zdania.
Na początku podekscytowana i pełna radości, a w połowie zbladłam, moje oczy zgasły. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
_________________________________________________________________________________
Lis wygląda tak:

sobota, 27 grudnia 2014

Ucieczka!

Mozolnie pałętałam się po tym cholernym labiryncie, gdzie nie było miejsca na nic., w pewnym momencie znalazłam "ogromny notatnik". Nikogo tam nie było, do tego to jest jedno z niemonitorowanych miejsc. W końcu są różnego rodzaju papiery i nikt poza kilkoma osobami nie mógłby mieć wstępu tutaj. Szybko zaczęłam szukać tego po co tu przybyłam. Wbiłam się pomiędzy jakieś regały, gdzie była literka K i zaczęłam szukać. *Marnotrawnie czasu* pomyślałam. Po dłuższym czasie znalazłam dwie interesujące mnie teczki. Huknęłam szafeczką, co było najgorszym błędem. Ktoś tu był!
- Ty! Kim ty jesteś?! - Ktoś krzyknął za mną i walnął w jakiś przycisk, który włączył alarm.
Wleciałam niczym dzika jaszczurka do wentylacji i zaczęłam szybko przemieszczać się w nim. Ku mojemu zdziwieniu w tym hałasie ktoś mnie usłyszał i zaczęli strzelać do sufitu! Szybko wybyłam z tej klitki i wyjęłam swój mały rewolwer. Wystrzeliłam do dwóch,a  może trzech uzbrojonych mężczyzn i zaczęłam uciekać. Mili wyjątkowego pecha co do celności na moje szczęście. Wiedziałam, ze to nie potrwa długo i w końcu mnie otoczą, to też gdy zobaczyłam jakąś kobietę, która właśnie wychodziła z jakiegoś pomieszczenia, wepchnęłam ja tam z powrotem. Drzwi za nami się zamknęły, a blondynka była przerażona i tylko zamknęła oczy. Rozejrzałam się szybko, zdezorientowana i przestraszona. Zobaczyłam szklane okna i panicznie zaczęłam biec w ich kierunku, rozbiłam szybę i wyleciałam z ogromnego budynku. Nie przewidziałam tego, że jestem zbyt wysoko by przeżyć lot. W obłędzie zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony, a z oczy leciały mi łzy. Miałam tylko nadzieję, że przeżyję. W końcu... W końcu jeszcze nie mogę UMRZEĆ!

wtorek, 16 grudnia 2014

Czas na podróż.

Zgasiłam światło i pogrążona w złości i smutku oraz z nieznanych przyczyn towarzyszącej mi rozpaczy. Nie mogłam zamknąć oczu, byłam rozchwiana emocjonalnie i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Pamiętałam o obiecanej sobie misji. Wstałam gwałtownie i po policzku poleciała mi łza, ale nie wzruszona tym otworzyłam szafę i przebrałam się w czarne ciuchy, założyłam kominiarkę, a potem ubrałam cienką kurtkę i po chwili stałam w korytarzu, gdzie patrzyłam na buty z demotywacją w myślach. To było dziwne, ale myślałam o Miki. Przypomniałam sobie jej uśmiech, jej zapach, jej dotyk i ten pieprzony zapach mojej ulubionej potrawy! Wtedy sobie uświadomiłam, że już tego nigdy nie poczuję, że teraz muszę tylko odnaleźć rodzinę, że tylko ona mi została! To wszystko, jeśli tego nie odzyskam... "Co się ze mną stanie? Miki, co gdy oni też zginęli?" Zadałam pytanie retoryczne. Ubrałam pośpiesznie buty i wybyłam z domu. Poszłam do naszej meliny i wzięłam motor, na którym ruszyłam do mojego byłego sektora (ponoć najgorszy na całym świecie) by odnaleźć dokumenty. Mijałam po drodze mordowane rodziny, ucieczki, zabójstwa, samobójstwa, nie uniknęło mojej uwadze również ludożerstwo na ulicach. Na szczęście przez ten chaos nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Po dłuższej jeździe wzeszło słońce, a potem nadszedł dzień. W pewnym momencie zobaczyłam matkę z dzieckiem... To było okrutne, jacyś kolesie stali nad nią. Zatrzymałam się i podeszłam powoli.
- DAWAJ! - Wrzasnął któryś z nich.
- Jest moje! MOJE! - Kobieta płakała.
- Ciesz się, że Ciebie chcemy oszczędzić! DAWAJ! - Mężczyzna wyjął nóż i wycelował w niemowlaka.
Natychmiast spotkał się z moim atakiem, został powalony na ziemię i przytknęłam mu broń palna do czoła.
- Ohydny, okrutny śmieciu! GIŃ! - Pociągnęłam za spust.
Wstałam ze zwłok.
- ŻREĆ! - Warknęłam do reszty.
Wszyscy od razu zabrali ciało i gdzieś w jakiejś uliczce zaczęli go pochłaniać.
- Ty...- Kobiecie zabrakło słów.
- Chroń je.- Mruknęłam na odchodne, wsiadłam na motor i odjechałam.
"Czy to nie ironiczne ratować kogoś kto i tak zginie Miki?" - znowu to samo retoryczne pytanie.
Cała drogę jechałam 2 dani bez odpoczynków, byłam tak przepełniona adrenaliną, że nie mogłam nic przełknąć, czy iść spać. Gdy dojechałam na miejsce była godzina 00.00. Napiłam się wody i wzięłam snajperkę w dłonie. Rozłożyłam się w dogodnym miejscu, które nie trudno było znaleźć, bo opuszczonych budynków tu pełno. Sprawdziłam wszystkich ochroniarzy i zabezpieczenia, okazało się, że na dachu są tylko 4 osoby, a mój budynek jest wyższy niż ich biurowiec. Zestrzeliłam wszystkich, wycelowałam linę w tamta stronę i chop. Wisiałam nie wiadomo ile metrów nad ziemią, chociaż pewnie dużo. Następnie wystarczyło wchodzić niżej, co było proste, bo wentylacja jest wszędzie. Wpakowałam się tam i schodziłam pomału do labiryntu, gdy byłam już w środku to szybko zaczęłam szukać miejsca, które zawsze zwałam " ogromnym notatnikiem".
_________________________________________________________________________________
Wybaczcie pisanie jakbym chciała, a nie mogła, po prostu ostatnio dużo mam na głowie.

niedziela, 7 grudnia 2014

Krótka historia.

- Wyjaw mi proszę... Ten twój sekret. - Zwiesiła głowę.
- To nic, na prawdę. - Zaczęłam nerwowo mówić.
- Ważne! Spójrz co z Tobą się dzieje! - Dziewczyna krzyczała przeraźliwie.
- Miki... - Wyszeptałam.
- Kim jest Miki? - Nagle się uspokoiła.
- Nikt taki. - Wstałam i szybko chciałam iść zamknąć się w pokoju.
- Powiedz mi. - Złapała mnie za łokieć.
- Ehhhh. Chodźmy do kuchni. - Uznałam,że ta dziewczyna jest godna by poznać kim jest Miki,a  raczej kim ona była.
Weszłyśmy do kuchni i usiadłyśmy przy stole.
- Miki była moją przyjaciółką, jesteś bardzo do niej podobna. Dlatego nazywam Cię Mimi. Umiała świetnie gotować, była słodka i wrażliwa. Miałyśmy podobne relacje co ty z twoją przyjaciółką. Jednak nas łączyło więcej. Zginęła również na początku wojny. Przyjechałam do domu po długim kresie wakacyjnym. Miałam problemy rodzinne. Ojciec okazał się nie do końca zrównoważony psychicznie i chciał popełnić samobójstwo. Gdy wróciłam do domu wojna już się zaczęła. Automatycznie pobiegłam do domu mojej przyjaciółki. Gdy tam dobiegłam to odbywała się egzekucja jej i jej rodziny. Ktoś mnie złapał, a ja nic nie mogłam zrobić. Podcięli jej gardło na moich oczach. Gdy padła na ziemię oni mnie pościli. Podeszłam do niej, usiadłam przy niej,płakałam przy niej. Zapamiętałam twarze tamtych ludzi, którzy to zrobili, przysięgłam Miki,że ich skrzywdzę równie mocno. Co działo się po tym nie jest ważne. - :Odwróciłam głowę i jednocześnie na mojej twarzy były łzy i wkurzenie.
- Zemsta to nie jest rozwiązanie. - Dziewczyna złapała mnie za dłoń.
- Zabili Miki... Te gnoje! - Straciłam kontrolę i przywaliłam z całej siły w ścianę, przez co powstała dziura na wylot.
- Oliwia! - Dziewczyna podniosła nieco głos.
- Lepiej wyjdź. - Mruknęłam i poszłam do swojego pokoju.
- Wiem, ze Miki była dla Ciebie równie ważna co dla mnie Ju! Rozumiem Cię! Zawsze na mnie możesz liczyć! - Dziewczyna krzyczała, ale po chwili ucichła i wyszła.

sobota, 6 grudnia 2014

Sekretna postać.

Weszłyśmy do domu i się rozebrałyśmy, wskazałam dziewczynie gdzie leżą papcie. Ona szybko je włożyła i pokazałam jej kuchnie. Gdy otworzyła lodówkę zobaczyła tylko jakieś tanie jogurty.
- Chyba skoczę po zakupy. - Uśmiechnęła się lekko.
- Dobra, poczekam. - Wzruszyłam ramionami.
- To wychodzę. - Poszła do przedpokoju i po chwili rozległ się trzask drzwi.
Położyłam się na łóżko i zaczęłam czytać książkę pt.: "Mój świat". Była to historia fantasy, w której bohater ciągle miał jakieś misje. Uwielbiałam tą książkę. Po jakimś czasie Mimi wróciła.
- Jestem! - Krzyknęła.
Nie odpowiedziałam, bo byłam zaczytana. Po chwili usłyszałam "dźwięki" kuchni. Po paru minutach po domu zaczął unosić się cudowny zapach jedzenia, jednak ja byłam nadal pochłonięta treścią książki. W końcu straciłam poczucie czasu, nawet nie zauważyłam kiedy dziewczyna zapaliła światło w moim pokoju. Nagle usłyszałam ciche pukanie we framugę drzwi.
- Tak? - Odłożyłam książkę
- Jedzenie na stole. - Oznajmiła z rumieńcem na twarzy.
Wstałam mozolnie i poszłam do jadalni, gdzie stał posiłek zapełniający cały stół. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia, a moje kubki smakowe zaczęły szaleć.
- Smacznego. - Brunetka zasiadła przy stole.
Usiadłam na przeciwko niej i zaczęłam jeść. Jedzenie było nieziemskie, tak jak zawsze JEJ. W pewnym momencie zamiast koleżanki ze szkoły ujrzałam właśnie JĄ. Ręce mi wtedy zwiotczały, chciałam coś powiedzieć, ale na szczęście mnie zatkało.
- Coś się stało? - Mimi... Nie, ONA zapytała.
- Nie. - Pokręciłam szybko głową w prawo i lewo,a  wszystko wróciło do normy.
Wróciłyśmy do posiłku,a gdy skończyłyśmy jeść zaczęło się sprzątanie. Gdy myłyśmy naczynia nagle moja koleżanka się odezwała.
- Co przede mną ukrywasz? - Uśmiechnięta jak zwykle.
- Nic. - Skupiłam się na talerzu w ręce.
- Czemu to ukrywasz? To twój sekret? - Dopytywała.
- Tak jakby. - Odparłam szybko i z chęcią zakończenia tej bzdurnej rozmowy.
- Ja Ci opowiedziałam o mnie, zaufałam Ci, ty możesz ufać mnie. - Przekonywała.
- Ta, wiem. - Zakończyłam w ten nieprzyjemny sposób naszą rozmowę.
Po chwili stałyśmy na korytarzu gdzie Mimi ubierała się do wyjścia. Jednak to coś znowu powróciło, gdy założyła czapkę. W moich oczach mimowolnie zabłyszczały łzy i choć próbowałam to ukryć, to jej uwadze to nie uciekło.
- Wszystko dobrze? Źle się czujesz? - Mieszały mi się głosy.
Usiadłam skulona i czekałam, aż to wszystko odejdzie. Gdy mi przeszło ujrzałam zaniepokojoną twarz mojego gościa.
- Przepraszam. - Mruknęłam.
- Może zostanę na noc? Jesteś blada i martwię się o Ciebie.- W mojej głowie zaczęła wyświetlać się żarząca ,czerwona lampka.
- Nie, to nie jest konieczne. - W końcu miałam zacząć dziś moją misję!
- Wybacz, ale za bardzo się o Ciebie martwię. - Odparła i rozebrała się.
Przyłożyła dłoń do mojego czoła.
- Niby nie masz temperatury. - Skomentowała.
- To nic takiego, nie musisz nade mną czuwać. - Odparłam.
_________________________________________________________________________________
Tak wyglądał posiłek:

czwartek, 4 grudnia 2014

Czyżby jednak buntowniczka miała uczucia?

Po powrocie do domu bez rozklejania się usiadłam do biurka. Zaczęłam tworzyć plan kolejnej misji, tym razem chciałam zagrać na własna rękę, bez pomocników. Mimo, ze to ryzykowne wiedziałam, że muszę zyskać jakąś przewagę nad wrogiem. Jego bazy oczywiście były strasznie daleko od naszego miasta, ale to nie oznaczało, że tam nie dotrę. Miałam spore możliwości, ale brak wiedzy o tych bazach. Zajmowałam się tym do 1 w nocy, potem poszłam spać. Niestety mimo takich zaawansowań w naszym mieście, nie da się nie spać. Rano kiedy wstałam przygotowałam się by wyglądać na mocno przeziębioną. W szkole wszyscy pytali czy ze mną w porządku, więc złapali haczyk, jednak gdy miałam iść do wychowawczyni musiałam się niesamowicie postarać. Weszłam do niej lekko drżąc.
- Dzień dobry. - Zabulgotało mi w nosie.
- Jeny, co się dzieje Oliwio?! - Kobieta zaraz do mnie podbiegła jak oszalała.
- Jestem trochę chora, mogłabym zostać przez najbliższy tydzień w domu i się wykurować? - Mówiłam ochryple.
- Oczywiście! Może jakoś ci pomóc, albo wpadać do Ciebie? - Była niezmiernie głupia.
- Nie, chciałabym zostać sama. - Odparłam.
- Rozumiem. - Odparła.
Wyszłam i poszłam na kolejne lekcje. Wszyscy byli uciążliwi, bo cały czas pytali czy pomóc, albo czy nie odprowadzić meni do domu. Uznałam, że ktoś może mnie odprowadzić, żeby nie było. po szkole wybrałam Mimi. Bynajmniej ja tak ja. nazywałam.
- Prześlę Ci wszystkie notatki na e-mail, bo skoro nie chcesz być odwiedzana to chociaż tak pomogę. - Dziewczyna była miła.
- Dziękuje. - Siliłam się na bycie miłą.
- Może chcesz coś zjeść? Umiem dobrze gotować. - Uśmiechnęła się radośnie.
Mnie trochę zamurowało, przypominała mi moją przyjaciółkę (Tak, tak miałam przyjaciółkę!), także była uprzejma i umiała gotować,mimo, ze mnie irytowała to jednak wiele nas łączyło.
- Co jest? Przypominam Ci kogoś? - Zaśmiała się, a ja miałam wrażenie,z ę czyta mi w myślach.
- Skąd ten pomysł? - Odwróciłam wzrok.
- Bo ty mi też kogoś przypominasz. - Jej szczerość, aż zabolała w sercu.
Tak bardzo mi ją przypomniała, a ja nie chciałam pamiętać.
- Kogo? - Zapytałam mimochodem.
- Miałam kiedyś przyjaciółkę, chociaż nienawidziła gdy tak o niej mówiłam. Była dobra, opiekowała się mną i często mnie chroniła.Gdy nadeszła wojna to ludzie w mundurach wycelowali we mnie, a ona stanęła przede mną, mówiąc coś ala " Nie myślcie, że możecie wszystko!". Dostała wtedy kulkę w głowę. Padła niczym kukiełka, nigdy nie widziałam jej takiej, nawet jak spała, była taka jakaś dojrzała i surowa. Wtedy ja złapałam ją w ręce i położyłam mimowolnie na ziemi. Zasnęła na wieki Było to smutne dla mnie, jakiś mężczyzna złapał mnie i uciekł, niosąc na plecach. A ja nie zdążyłam się nawet pożegnać. - Po jej policzkach płynęły łzy, ale na twarzy widniał uśmiech.
- Czemu się uśmiechasz, nie powinnaś być zła? - Zdziwiłam się.
- Powinnam na siebie, bo to ona powinna być tu zamiast mnie, miała tyle do stracenia, a ja miałam tylko ją. - Odparła
- Ale ty byłaś dla niej najważniejsza najwidoczniej. - Mruknęłam.
- Była by tu bardziej potrzebna.- Teraz miała smutny uśmiech.
- Chciałabym byś coś mi ugotowała... - Powiedziałam zawstydzona.
- Dobrze to zrobię Ci coś specjalnego. - Otarła łzy i jej smutek przeminął równie szybko co przyszedł.
Akurat dotarłyśmy pod mój dom.
_________________________________________________________________________________

Kim jest Mimi? Zapraszam do zakładki postaci pobocze :)