poniedziałek, 27 października 2014

Coś poszło nie tak...

Kiwnęłam tylko głową na znak, by Ci zebrali się do swoich pomieszczeń. Następnie wstałam i poszłam do "siebie". Rozj\ejrzałąm się po pokoju i ruszyłam do szafy. Założyłam czarną bluzkę, na to koszulę moro i potem luźne spodnie moro, do tego glany.. Na mojej szyi zaś spoczywał biały pentagram. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam do korytarza, przez który weszłam i znalazłam się w "sali wychodniowej". Wszyscy byli gotowi, a zmrok nadszedł jakieś 15 minut temu. Kiwnęłam głową na znak, że wychodzimy. Paweł już czekał w autobusie. Drogę mieliśmy tą samą co zawsze, gdzie nigdy nikogo nie było. Wsiedliśmy, po trzaśnięciu drzwi przygotowałam się na mowę.
- Dobra, rozumiem, ze wszyscy wiedzą co mamy robić. Przygotujcie się na wszystko, jeśli ktoś nie da rady psychicznie, to daje znak, wtedy osoba najbliżej tej osoby idzie tam i zbiera go, nie zapomnijcie, że jeśli są z wami dzieci to one są najważniejsze. Czego możemy używać? Sprawa jasna, broni palnej. Nic więcej nie wchodzi w rachubę, poza bombami dymnymi. - Mówiłam tak by wszyscy mnie usłyszeli.
- Nie am problemu Oliv, tylko pytanie czy ty dasz radę, jeśli będziesz z trójką dzieci, a czwarte nagle pojawi się załóżmy pod ostrzałem.- Nagle odezwała się Slecht.
- Nie martw się, jakoś sobie poradzę. - Uśmiechnęłam się.
- Problem w tym, czy my sobie poradzimy jeśli załatwisz się jak ostatnio. Jesteś tu naszym guru i dobrze o tym wiesz, jednak sporo ryzykujesz. Pamiętam jak byliśmy w  podstawówce i wtedy byłaś w takiej sytuacji,a  wróciłaś ledwo żywa, a  dziecko było całe poharatane. Pamiętaj, że możemy nie dać rady byś znowu mogła przeżyć. - Wściekła się lekko.
- Postaram się was nie zawieść. - Mruknęłam.
- Nie o to chodziło. - Westchnęła Black.
- Jesteśmy. - Powiedział Pluskwiak.
- To jazda!- Krzyknęłam,a  wszyscy nagle zebrali się do kupy.
Wyszliśmy z autobusu i w stałym szyku pobiegliśmy do przedszkola, które było niedaleko ostrzałów. Wszędzie było słychać okropne krzyki ludzkie, strzały, dało się nie raz usłyszeć płacz, czy modlitwę. Zatrzymaliśmy się przed wejściem i Zolgo i Stue szybko weszli do środka w maskach. Dali szybki znak dwoma palcami, zę jest bezpiecznie,a  my weszliśmy czym prędzej i zaczęliśmy przeszukiwać pomieszczenia. Ja się nie paprałam, pobiegłam natychmiast do piwnicy. Oczywiście znalazłam tam sporo osób, w większości mamusie z dziećmi.
- Ruszać dupy! Trzymać się blisko siebie i podążać za mną, trzymacie się za rękę, osoba idąca za mną trzyma się mojego paska! - Wydarłam się.
 Wszyscy wstali i chcieli się pchać.
- Biorę 5 osób i same dzieci, po dorosłych wrócę na końcu!- Ogarnęłam tłum i pokazałam palcem, kto idzie jako pierwszy.
Dzieciaki posłuchały mnie i ruszyliśmy, na szczęście nikogo ze złych wojsk nie było jeszcze w budynku. Gdy tylko udało mi się wyjść zauważyłam jak blisko są wojska i kule za chwilę będą dolatywać nawet tutaj. Moim oczom ukazała się Black z dziesiątką dzieci.
- B! Weź moje! - Krzyknęłam do niej,a  ona podniosła dłoń na znak zgody, kazałam biec dzieciakom do niej,a  sama sie cofnęłam po resztę i tym razem wzięłam większą grupę. Było w niej z jakieś 10 osób, a raczej dzieci. Tym razem zasady były inne.
- Idziecie krok w krok za mną, robicie co karzę.- Szybko ruszyliśmy, ale teraz kule były już niebezpieczne. Gdy docieraliśmy już do wyjścia postanowiłam wyjawić dzieciom co będą musiały zrobić.
- Słuchajcie najgorsze przed wami. Teraz będziecie biec do autobusu, dużego. Nie patrzycie się na boki i pędzicie ile sił w nogach,myślicie tylko o dobiegnięciu.
Dzieci wydawały się przerażone, bo w końcu były to pięciolatki. Wiedziałam, że w zwartej grupie nie ma mowy o przeżyciu,a  więc nie było wyjścia. Kazałam im biec,a  one wyleciały niczym z  torpedy. Każdy pocisk, który leciał w ich kierunku zestrzeliłam, a gdy dzieciaki zostały wciągnięte przez Pawła do wozu szybko ruszyłam z powrotem do środka, a w miedzy czasie reszta wyprowadzała inne dzieci. Gdy wróciłam z tych wielu os pozostało parę dzieci. Jeden 3-latek i dwie 6-latki. Wzięłam chłopaczka na ręce,a  dziewczynki szły za mną, jednak gdy doszliśmy do drzwi, wiedziałam, że muszę chronić 3, ale to było wręcz nie możliwie.
- Dziewczynki najpierw wy. Biegniecie do autobusu, ile sił w nogach i nie patrzycie nigdzie indziej niż przed siebie. - Wytłumaczyłam i od razu kazałam im biec.
Znowu perfekcyjnie je obroniłam.
- Hej. Mocno się teraz trzymaj. - Powiedziałam do chłopca i szybko wyleciałam na dwór.
Ktoś we mnie non stop strzelał i w pewnym momencie się obróciłam, co było błędem. Zobaczyłam, że Star jest w potrzasku z czwórka dzieci, celowano do nich.
- PLUSKWIAK!!!!!!!!! - Wydarłam się.
Był to kod awaryjny. Stanęłam w miejscu i zaczęłam strzelać, razem z Pluskwiakiem, który wysiadł z pojazdu. W między czasie podbiegła do mnie Abi z dzieciakiem an rękach i zabrała chłopca. Zaczęła się jatka na broń.

wtorek, 21 października 2014

Czas akcji nadchodzi!

Nagle rozbrzmiał dzwonek,a  ja westchnęłam ciężko i schowałam książkę, po czym stanęłam przy drzwiach od sali, oczywiście opierając się o ścianę. Gdy nauczyciel przyszedł grzecznie weszłam do sali. Oglądaliśmy jakiś film, który przedstawiał jakąś grupę naukowców, która testowała nowe leki. Testowano je na małpach, oczywiście na prawdę testowano je na ludziach i wcale to w ten sposób nie wyglądało, bo widziałam taśmy, które ukradli moi znajomi, którzy żyją w innym sektorze. Ciekawiło mnie w sumie co u nich, szybko jednak odesłałam tą myśl w dal, bo przypomniało mi się, że starali się o bycie naukowcami. Musiałam zmienić temat myśli,a  złaszcza słowo "sektor". Z jakiego powodu? Otóż ta nazwa jest zabroniona, gdyż była używana w czasie wojny i chorób, jednak ja ja często stosuje. To miasto było sektorem parzystym, czyli bezpiecznym, nie parzyste były to niebezpieczne. Tak na prawdę różnica była znikoma, bo np>: sektor 22 i 23 różniły się tylko tym, ze w sektorze 22 nie było badań na ludziach. Oczywiście były sektory wysokiego niebezpieczeństwa,  a były to liczby powyżej 60. Tam działy się już cuda. Ja należałam do sektora 66 i przewijałam się przez każdy sektor. Z jakiego powodu? Często byłam ścigana i uważano mnie za duże niebezpieczeństwo co do opowiadania co się dzieje w jakim sektorze. Zazwyczaj takich ludzi szybko się likwidowało, ale ja byłam zbyt mądra na to, a z resztą sektory nie informowały inny o tym kogo ścigają. Głupie? Taaa, bo po co myśleć.  Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek, co oznaczało, ze musiałam się wziąść w garść. Zarzuciłam na siebie bluzę, na odchodne krzyknęłam tylko "do widzenia" i wyszłam przed szkołę. Pluskwiak już stał, paląc swoje Black Devile i opierając się o swoje Lamborghini Aventador koloru czarnego. Wszystkie wychodzące dziewczyny od razu się prostowały i starały wyglądać jak nie wiadomo jakie dupery. Ja podeszłam do niego jak zwykle, co wywołało szok. Chłopacy o mało nie wyszli ze skóry gdy zobaczyli to auto.
- Znowu się lansujesz. - Skomentowałam go na przywitanie.
- Narzekasz. - Powiedział przez nos, po czym wypuścił dym i zgasił papierosa.
- Dobra jedźmy. - Przeszłam do strony pasażera i wsiadłam.
Paweł zaraz też wsiadł i ruszyliśmy.
- Jakie plany? - Zapytał niby od niechcenia.
- Dzisiaj przedszkola. - Odparłam wesoło.
- Na pewno? - Zapytał, zerkając na mnie.
- Myślę, że jesteśmy gotowi. Mam nadzieje, że psycholog nie będzie potrzebny. - Powiedziałam trochę zmartwiona.
- Nie będę podwarzał twojego zdania.- Odprał.
- Pewnie to ma być ostrzeżenie, że inni będą je podwarzać. - Przymknęłam oczy.
- Jestem przewidywalny coraz bardziej. - Odparł wesoło.
- Trochę tak. - Zaśmiałam się.
- Dobra jesteśmy. - Wjechaliśmy do starej zniszczonej fabryki.
Wysiedliśmy i poszliśmy do pokoju, który nazwałam "pokojem rozmów". W nim już czekała moja grupa. Przywitaliśmy się szybko, a ja usiadłam na swoim fotelu.
- Dzisiaj zaliczamy przedszkola. - Powiedziałam surowo.
- Chyba oszalałaś! - Wydarła się Black.
- Zamknij się Black. - Warknął Stue.
- SAM SIĘ ZAMKNIJ. - Dziewczyna się napuszyła.
- Ja nie dre ryja. - Prychnął.
- Cisza. - Powiedziałam spokojnie.- Uważam, że trzeba w końcu zebrać się na przedszkola. Nie zapomniałam o tym co się działo gdy byliśmy w podstawówce, ale nie możemy dłużej czekać. - Powiedziałam.
- Zolgo powiedz jej coś! - Krzyknęła z przerażeniem blondynka.
- Ma rację. - Odpalił papierosa Djarum i rozejrzał się po sali.
- Zdecydowane. Zolgo, Stue wchodzicie pierwsi, ubezpiecza was Abi i Goatman. Potem wchodzimy cała resztą. Zaprowadzamy dzieci do samochodu, w którym standardowo siedzi Pluskwiak. Każdy mam nadzieję, że pamięta jak się komunikujemy i inne badziewia. Paweł bierzesz oczywiście autobus. - Przedstawiłam szybki plan.
- Nadal jestem przeciwko. - Westchnęła Black.
- Nie bój się o niczyją psychikę, a i pamiętajcie, że życie dziecka jest najważniejsze. - Patrzyłam na każdego, ale nie wiele zdradzali po sobie emocji.

poniedziałek, 20 października 2014

Chłopak...

Westchnęłam ciężko i rozejrzałam się po chłopakach, którzy przypominali rozjuszone stado lwów, którym ukradziono młode. Trener zebrał się do kupy i kontynuował lekcję. Reszta naturalnie była ode mnie gorsza, chociaż jeden chłopczyk mnie zadziwił. Czemu chłopczyk? Otóż był drobnej budowy i nie wydawał się silny.
Okazał się być nie tylko szybki, ale i silny. Lwy zezłościły się jeszcze bardziej, ale chłopak zbytnio nie przejął się nikim. Nasz wynik dzieliło około 12 sekund, ponieważ ja byłam szybsza. Dostaliśmy po 6, a facet pozwolił nam iść się przebrać. Podeszłam szybko do ciekawiącej mnie osóbki.
- Hej. - Uśmiechnęłam się.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która była lepsza? - Spojrzał na mnie.
- Tak. Mam pytanie. - Kontynuowałam.
- Nie jestem w żadnej jednostce, podczas wojny po prostu musiałem sobie radzić samotnie. - Odpowiedział na pytanie, którego jeszcze nie zadałam.
- Wiele ludzi pytało się o to? - Zaśmiałam się.
- Dokładnie. - Odparł.
- Czemu nigdzie nie należysz? - Zapytałam.
- W końcu jestem bezpieczny i nie chcę tego tracić. - Mruknął.
- Egoistyczne podejście. - Skomentowałam nieco dogryźliwym tonem.
- Czemu? - Zaciekawił się.
- Przecież wiesz, że inne miasta czy państwa nie są wyzwolone. Myślisz, że są tam tylko dorośli silni mężczyźni, czy kobiety, które są gotowe by walczyć?- Patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- No... Nie. - Odparł przygnębiony.
- Dlatego masz egoistyczne podejście, ale ja też je mam. - Uśmiechnęłam się smutno.
- Jak to? Przecież chcesz uchronić tych ludzi! - Zatrzymał się przez wysokie emocje.
- Nie krzycz. Chodzi o to, że to miasto zostało stworzone specjalnie by ludzi żyli i rozmnażali się w spokoju, bo możemy wyginąć. Poza tym nie myślę o tym co może przeżyć moja rodzina czy przyjaciele po stracie. - Przystanęłam i na spokojnie mu wszystko wyjaśniłam.
- Nawet jeśli, to działasz w słusznym celu. - Odparł.
- I nielegalnym.- Skrzywiłam się.
- Jak to? - Zdenerwował się.
- Nie wolno mi wychodzić poza te tereny. Heh, można uznać, że mam za nic moje życie. - Wytknęłam język w zabawnym geście.
- Tylko czy ty tak uważasz. - Skomentował.
- To nie ma znaczenia, jakby to powiedział jakiś wojskowy. - Uśmiechnęłam się.
- Być może. - Widać było po nim smutek.
 - Nie przejmuj się i zapomnij o tej rozmowie, trochę jest to uciążliwe dla kogoś takiego jak ty. - Próbwałam go pocieszyć.
- Niby czemu "dla kogoś takiego jak ja"? - Teraz był zbulwersowany.
- Ponieważ zaczniesz myśleć nad tym wszystkim głęboko i może to zadziałać na twoja niekorzyść.- Wytłumaczyłam.
- Masz rację. - Skrzywił usta.
- Dobra, chodźmy się przebrać. - Zachęciłam go ruchem ręki.
Po szybkim przebraniu się, zrozumiałam, że czas na lekcję historii. Moim zdaniem historia była nam potrzebna, ale nie w takiej wersji. Powiedzmy, że nauka jakichś bredni o tym, że nasze miasto pogrążyło się przez jakichś mężczyzn, którzy zaczęli coś tam głosić, nie przypadło mi to do gustu. Z jakich przyczyn? Znałam prawdę i nie dałam sobie zrobić z mózgu papki. Poszłam pod klasę i walnęłam torbą o ścianę i padłam na przysłowiowe cztery litery i wyjęłam książkę, bo była długa przerwa. Książka opowiadała o ludziach w jakimś dziwnym labiryncie umysłowym i musieli przemierzać go by nie umrzeć. Trochę pokręcone, ale ciekawe.

sobota, 18 października 2014

Test!

Dziewczyna poszła do klasy,a  ja zostałam na korytarzu. Wiedziałam, że dziś znowu wybywam z domu, a przecież nic się nie uczę do szkoły. Była to totalna porażka z mojej strony. Niańczyłam tych ludzi, a  przecież mogę po prostu usiąść z dupą na ławeczce w szkole i kazać im wziąść się w garść i kazać zejść mi z oczu. Niestety moje serce, którego nie znoszę, kazało mi się nimi opiekować. Wyjęłam telefon i sprawdziłam co ciekawego w świecie. Mój nowoczesny telefon, jak i mojej grupki, był zapoatrzony nie tyle co w identyfikację odcisków palców, czy też głupiego Androida, ale miałam także w nim podsłuch i inne gadżety. Po cholerę? Mógłby ktoś zapytać, ale nie każdy z tych żyjących sobie spokojnie ludzi wie o tym, co dzieje się w innych miastach, czy państwach. Westchnęłam ciężko i patrząc, jak zwykle w 15 wiadomości SMS, rozejrzałam się po holu. Nikogo nie było, w końcu były lekcje. Moje wiadomości dotyczyły wiadomych problemów dzisiejszego wieczora. Wszystkim wysłałam krótką wiadomość "Po szkole".  Rozbrzmiał dzwonek i uczniowie zaczęli wychodzić z klas. Miałam dzisiaj z jakieś 4 godziny lekcyjne, z czego dwie opuściłam. Teraz zbliżał się WF i test sprawnościowy. Poszłam się przebrać, ku mojemu zaskoczeniu w szatni byli chłopacy i dziewczyny. Ci chłopacy nie byli jednak z naszej klasy.
- Czemu tu jesteście? -Spojrzałam na jakiegoś chłopaka.
- Nie wiem. Kazali nam dzisiaj się przebierać razem. - Odparł zdejmując koszulkę.
- To chyba jakieś żarty. - Wściekłam się.
- Myślisz, że przyszliśmy tu, bo chcemy was pooglądać? - Jakiś inny chłopak skomentował.
- Ta jasne, bo mnie interesowałyby wasze intencje. - Warknęłam.
- Dobrze starczy, dziewczyny przebierać się szybciej. - Powiedział trener.
- Co to ma być?- Wskazałam dłonią na uczniów.
- Niestety są problemy z drugą szatnią i musicie przebierać się razem. Wybaczcie, ale nie mieliśmy wyboru. Macie dziś też ze mną wszyscy test sprawnościowy. - Powiedział.
- Phi. - Rzuciłam torbę w kąt i zdjęłam koszulkę, na co trener szybko się odwrócił.
Dziewczyny były zaskoczone moim podejściem, a chłopacy raczej podnieceni. Trener szybko odszedł. Rozpięłam torbę i założyłam bluzkę zasłaniającą to i owo. Następnie zdjęłam krótkie spodnie i założyłam spodenki, które zasłaniała luźna bluzka. Związałam włosy, a wszyscy stali nieco zawstydzeni i zdziwieni. Zmieniłam obuwie i spojrzałam na wszystkich.
- Co jest? Nie każda z tych dziewczyn jest odważna, więc zamiast się patrzeć zmieniać stroje! - Wydarłam się.
Wszyscy mężczyźni przebrali się w kosmicznie szybkim tempie, a na końcu przebrały się dziewczęta. Wyszliśmy na boisko, gdzie widoczne były przeszkody wojskowe.
- Test sprawnościowy jak we wojsku, więc dajcie z siebie wszystko. - Powiedział trener.
Laski patrzyły na to z przerażeniem, a cchłopy już szykowali się do popisu. Ja zaś stałam rozluźniona, bo takie przeszkody to łatwizna.
- Dobrze widzę, że najbardziej zrelaksowana osoba nam chyba wszystko zaprezentuje. Olivio. - Trener mnie wytypował.
Stanęłam na wytyczonym miejscu, a  na dźwięk gwizdka szybko przebiegłam przez opony, wdrapałam się po jakichś linkach i przeszłam szybko pod siatką, równoważnie przeszłam równie szybko, a następnie podniosłam około 10 kilogramowy plecak i pobiegłam 100 m, a następnie wróciłam z plecakiem. Wszyscy z trenerem byli w szoku. Przecież wyglądam na delikatną i takie tam bzdury, ale co poradzić? Biegam z bronią cięższą od tego plecaka.
- Nigdy jeszcze nie miałem takiego czasu w śród uczniów. - Powiedział oszołomiony trener.
- A gdzie Pan miewa takie osoby? - Zapytałam, lekko dysząc.
- W oddziałach... - Zawiesił się, ponieważ jak już wcześniej wspominałam, nikt nie wie co się dzieje poza tym co tu widzimy.
- Oddziałach? - Zdziwił się jeden z chłopaków.
- Pewnie chodzi mu o wojskowe. - Mruknęłam.
- Nie mamy wojska. - Powiedziała jedna z dziewcząt.
- Pewnie, że nie. Pomyślałaś o czasie przeszłym? - Zakpiłam z niej.
Wbiła wzrok w ziemię z niewątpliwym zawstydzeniem.

piątek, 17 października 2014

Lekcje to porażka!

- Hej! - Krzyknęłam wchdząc do naszej klasy.
Odpowiedziano mi hurem "hej". Usiadłam w swojej ławce, siedziałam z jakąś dziewzyną, z którą nawet nie gadałam. Miała bodajże na imię Ania, a może Anita. Nie wiem dokładnie, bo nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. agle weszła do kalsy nasza polonistka. Nie wnikajmy w to, ze mamy jeszcze 5 języków, a ona wymaga od nas niewiadomo jakiej polszczyzny.Zaczęła jak zwykle swoją lekcję i mówiliśmy tam coś o "Królu Edypie", był on dla mnie wyzwaniem, bo zawierał już tak dziwaczne słowa, ze to nawet nie rozumiałam co czytam. Z myśli o tej jakrze interesującej książce wyrwała mnie nauczycielka.
- Co oznacza imię Edyp? - Spojrzała na mnie nieco wściekle.
- Oznacza osobę o opuchniętych nogach. Nazwano go tak z powodu, że okaleczono jego stopy. - Powiedziałam bezbłędnie, co zdziwiło nauczycielkę.
- Czyli mam rozumieć, że nie słuchasz mnie, bo wszystko wiesz? - Spjrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie interesuje mnie to c Pani sobie myśli. Niech Pani zostawi te uwagi dla siebie. - Powiedziałam, nie przejmowałam sie zbyt czyimiś problemami co do mojej osoby.
- Pani Profesor. - Próbowała zabić mnie wzrokiem.
-  Z tego co wiem, to Pani nie posiada przydomka Profesora, więc z jakich powodów powinnam, się do Pani tak zwracać? - Dobiłam ją.
- Skąd niby masz taka wiedzę? - Popatrzyłą na mnie jak na jej ofiarę.
- Wiem i to Pani stanowczo wystarczy. - Jak zwykle byłam nie wzruszona.
- Proszę Państwa, w takim układzie uważam, że nasza "Marzycielka" jest an tyle pewna swego, że da radę przeprowa... - Mówiła wrednie.
Wstałm w połowie jej zdania i wyszłam z klasy. Nie zamierzałam się kłócić z taką prostacką osobą, jaką była Pani Krauze Iza. Od pierwszych lekcji jej się nie spodobałam, co niestety było widoczne.
Idąc korytarzem spotkałam jak zwykle Chip-Chan, która siedziała ze swoją kamerką i nagrywała co się dzieje na WF'ie u dziewczyn z innej klasy.
- Jak zwykle. - Skomentowałam.
- Hm? - Spojrzała na mnie przelotnie.
- Dziewczyno, nie mżesz uciekać z lekcji, bo będziesz miałą słabą średnią i trafisz do innego sektora, a wiesz, żeten jest najlepszy. - Usiadłam obok niej i rzuciłam torbę obok ławki.
- Nie uciekam.- Powiedziała nieco smutna.
- Znowu Cię wyzywają? - Spojrzałam przez drgugie okno.
- Taaa. - Powiedziała spokojnie.
- Chyba jednak się do nich przejdę. - Wstałam i wzięłam torbę.
- Zaczekaj, to bedzie wstyd. - Wstała, zostawiając kamerę na parapecie.
- Mam to gdzieś. - Krzyknęłąm an odchodne.
Doskonale wiedziałam, gdzie ma teraz lekcje. Zapukałam do drzwi i weszłam do klasy.
- Dzień dobry. Olivia z klasy 1 A. Mogłabym coś oświadczyć klasie an osobności? - Zapytałam z uśmiechem.
- Witam. Oczywiscie. - Kobieta wyszła z klasy.
- Dobra szczeniaki, który smarkacz wyzywa Chip? - Rozglądałam się po klasie.
- Ja. - Wstał jakiś chłopak, który miał wredny uśmieszek na ryjcu.
- W takim układzie powinieneś się ogarnąć. Jesteś żałosny i głupi. Jeżeli sądzisz, zę ktoś Cię za to będzie podziwiał, czy chwalił to coś Ci pokarzę. - Ostrzegłam.
- Pokarz. - Parsknął śmiechem.
- To rusz tu swoje leniwe dupsko. Spaślunie. - Odłożyłam torbę na biórko.
- Ty sobie słonko nei pozwalaj!. - Ruszył w moją stronę.
Dałam mu pstryczka w ns, na co on oczywiście zareagował dezorientacją. Skorzystałam z okazji i złapałam go za włosy, po czym chłopak padł przede mna na kolana.
- Chyba straciłeś odwagę. - Mruknęłam i kopnęłam go w żebro, po czym szybko puściłam jego włosy.
Padł na ziemię, skólony i się popłakał.
- Jeśli wasza klasa nie zadba o moją kumpelę, to skończycie jak on. - Patrzyłam na leżaćego z pogardą.
Wyszłam z klasy i przeprosiłam jeszcze raz za przeszkodzenie. Poszłam do Chip-Chan i kazałam jej iść na lekcję.

Witajcie!

Hej :3. Jestem Oliv i będę na tym blogu pisać w  miarę możliwości jak najczęściej opowiadania. Mam nadzieję, że was zainteresuje to o czym piszę i nie będzie żadnych negatywnych komentarzy, czy czegoś :P.

By was zachęcić skrócę trochę to o czym będę pisać :P. Opowieść będzie dotyczyła czasów nowoczesnych i będzie o dziewczynie , która prowadzi dziwaczny gang. Niby jej maiasteczk jest idealne, ale inne prowadzą wojny i jest w nich dużo zła. Ludziom z tego miasta nie pozwala się wychodzić poza bezpieczną odległość. Oliv i jej grupa jednak uciekają co jakiś czas z miasta i pomagaja innym, narażaja się przy tym na śmierć, choroby, problemy z miastem.


Jak to wszystko się zakończy? Nie wiem :)