Gdy wszyscy z automatu odwrócili głowy to już wiedziałam, że nikt.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się szczęśliwa z powodu ich reakcji.
- Uważajmy na siebie teraz. - Mruknęła Sil.
- Tak, Black będzie was przekonywać do swojego zdania. - Dodałam.
- Ona i tak nikogo nie przekona. - Prychnął Star.
- Mylisz się. - Wtrąciła się Slecht.
- Nie zapominaj, ze ona dobrze manipuluje. - Powiedział Rake.
- Czyli? - Zdziwił się Star.
- Wykorzysta każdą sytuację. - Mruknęłam.
Wszyscy wtedy zamilkli i pogrążyli się we własnych myślach.
- Dobra niedługo będzie 7, a większość z nas ma co robić, także rozejdźmy się już. - Powiedziałam, przerywając długą ciszę.
Szybko się rozeszliśmy,a ja poszłam do domu i usiadłam na łóżku. Byłam napakowana złymi emocjami i chciałam się wyładować, ale wiedziałam, że nie mogę.
- Tu wszystko musi być idealne. - Wyszeptałam.
Rzuciłam się na poduszkę i zwyczajnie popłynęła łza po moim policzku. Szybko się jednak otrząsnęłam i poszłam pod prysznic. Przebrałam się szybko i poszłam do szkoły. W drodze zjadłam rogalika i popijałam kawę. Po wejściu do szkoły ruszyłam pod klasę, gdzie siedziała moja klasa, która jak zwykle była pełna życia.
- Wszystko w porządku? - Podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
- Tak, po prostu całą noc się uczyłam. Wiesz sporo nauki. - Uśmiechnęłam się.
- Biedaczka.Jeśli będziesz mieć z czymś problem możesz do mnie przyjść. - Ona też się uśmiechnęła.
- Dziękuję. - Odparłam i zabrzmiał dzwonek.
Jak na złość pierwsza była Chemia, której nie znoszę. Coś tam zanotowałam, coś usłyszałam, ale raczej myślałam nad tym co może teraz się stać, skoro Black odeszła z naszego grona. Nie mogłam jej wyeliminować, a także zastraszać. Była to dla mnie katastrofa, gdyż mogłam stracić cały zespół, a musiałam zakończyć tą wojnę. Nagle na lekcje weszła nasza wychowawczyni i poprosiła mnie. Serce mi mocniej zabiło, a dłonie zaczęły być coraz cieplejsze. Gdy wyszłyśmy z klasy Pani spojrzała na mnie weselej.
- Chwiałabym byś pomogła mi przy projekcie. - Klasnęła w dłonie.
- Projekcie? - Zdziwiłam się.
- Niedługo mamy Święto Pokoju. Chcę byś pomogła mi wykonać makietę naszego miasta. - Była podekscytowana, czego niestety nie ukrywała.
- Ja? - Zdziwiłam się.
- Słyszałam, że jesteś odważna, więc myślę, że sobie z tym poradzisz.- W jej oczach była nie tylko ekscytacja,a desperacja.
- Mogę spróbować. - Byłam nieszczęśliwa, bo to święto jest uznane tylko dlatego, że pewnego dnia zbudowane to miasto,a święto przypada na ten właśnie dzień.
Nie znosiłam tego miasta, a tu proszę. Jak na ironię będę robić makietę na dzień jego stworzenia.
czwartek, 13 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
Baj baj
Obudziłam się już w naszej melinie. Byłam pozszywana w paru miejscach i leżałam pod kroplówką. Niedaleko mnie leżała druga pokrzywdzona osoba. Rozejrzałam się i zauważyłam Slecht.
- Nareszcie wstałaś. - Westchnęła ciężko.
- Też miło Ciebie widzieć. - Odparłam ironicznie.
- Wiesz, że znowu bardzo ryzykowaliśmy prawda. - Powiedziała jakby chciała coś zasugerować.
- Co masz niby na myśli? - Zmarszczyłam brwi.
- Niektórzy nie zniosą ego dłużej. - Mówiła nadal szyfrem.
- Przestań pieprzyć! Kto chce odejść?- Starałam się nie wybuchać za bardzo.
- Black próbuje po prostu wszystkich podburzyć. Właśnie teraz.- Mruknęła.
Ja natychmiast oderwałam wenflon i wkurzona kopnęłam w drzwi. Moim oczom ukazała się gromadka moich osób z grupy, na środku stała osoba, która podburzała resztę. Wkurzona wleciałam w nią i dwa razy uderzyłam ją pięścią w twarz.
- Wynoś się stąd. - wstałam z niej.
Nikt nawet nie drgnął. Ona za to z wyrzutami patrzyła na wszystkich.
- JAZDA! - Wrzasnęłam, a ta uciekła w popłochu.
- Miło, że znowu odzyskałaś temperament. - Powiedział Pluskwiak.
- Tak, trochę minęło od mojego wybuchu. - Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie kręci Ci się w głowie? - Zapytała Sil.
- Nie, jest ok. - Odparłam.
- To dobrze. - Widać było, że się martwiła.
- Dobra, teraz czas na pytanie. Kto chce podążać drogą Black? - Zapytałam prosto z mostu.
- Nareszcie wstałaś. - Westchnęła ciężko.
- Też miło Ciebie widzieć. - Odparłam ironicznie.
- Wiesz, że znowu bardzo ryzykowaliśmy prawda. - Powiedziała jakby chciała coś zasugerować.
- Co masz niby na myśli? - Zmarszczyłam brwi.
- Niektórzy nie zniosą ego dłużej. - Mówiła nadal szyfrem.
- Przestań pieprzyć! Kto chce odejść?- Starałam się nie wybuchać za bardzo.
- Black próbuje po prostu wszystkich podburzyć. Właśnie teraz.- Mruknęła.
Ja natychmiast oderwałam wenflon i wkurzona kopnęłam w drzwi. Moim oczom ukazała się gromadka moich osób z grupy, na środku stała osoba, która podburzała resztę. Wkurzona wleciałam w nią i dwa razy uderzyłam ją pięścią w twarz.
- Wynoś się stąd. - wstałam z niej.
Nikt nawet nie drgnął. Ona za to z wyrzutami patrzyła na wszystkich.
- JAZDA! - Wrzasnęłam, a ta uciekła w popłochu.
- Miło, że znowu odzyskałaś temperament. - Powiedział Pluskwiak.
- Tak, trochę minęło od mojego wybuchu. - Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie kręci Ci się w głowie? - Zapytała Sil.
- Nie, jest ok. - Odparłam.
- To dobrze. - Widać było, że się martwiła.
- Dobra, teraz czas na pytanie. Kto chce podążać drogą Black? - Zapytałam prosto z mostu.
piątek, 7 listopada 2014
Zwrot akcji
Moim oczom ukazał się długo wyczekiwany autobus.
- Odwrót! - Wrzasnęłam, tak, że moje gardło zabolało.
Wszyscy ruszyli do pojazdu, ale za nami również i przeciwnicy. Ktoś wydał rozkaz, by celować w koła, co było głupie. Czemu? Koła odbijały pociski. Nie pytajcie jak to zrobiliśmy, bo to zasługa naszego geniusza Sil. Szybko wsiedliśmy do wozu i Paweł natychmiast ruszył. W między czasie zamknął i drzwi. Wszyscy odsapnęliśmy i dopiero teraz było widać szkody. Najbardziej chyba ucierpiałam ja. Toteż zajęto się mną jako pierwszą. Długo nikt nic nie mówił. Tylko słychać było pojazd,a czasem dźwięki bandaży, czy pisków bólu. Zalgo miał głęboką ranę do szycia, ale nie mieliśmy możliwości by to zrobić tutaj,w obecnej sytuacji, bez koniecznych środków. Black przeczyściła mu ranę wokół i szybko nałożyła jakiś opatrunek. Gdy już wszyscy byli opatrzeni i gotowi na rozmowę, odezwałam się zachrypniętym głosem.
- Dobra robota. - Wszyscy popatrzyli an mnie smutno, ale i był cień uśmiechu na ich twarzach.
Wyobraźmy sobie co stało by się z tymi dziećmi, gdyby nie my? Gdyby nie nasza pomoc? Co jest najgorsze? To, ze te ćwoki z Fallen siedzą sobie przy telewizorku, albo mają jakieś pogaduszki o tym kto komu się podoba, albo inne głupoty. Boją się konsekwencji i to ich ogranicza. Są okropni i bezduszni, chociaż my też to jednak działamy dla dobra ogółu. Jak można ignorować to całe zło? Jak można?! Gdyby oni tam byli to, pewnie by pragnęli pomocy. Ktoś do mnie podszedł i powiedział żebym poszła spać, bo wyglądam jakbym miała zraz paść. Położyłam się na 2 fotelach i zasnęłam. Śniło mi się, ze płynę ogromnym statkiem po kryształowej wodzie, a we wodzie pływają przepiękne zwierzęta. Ludzie z uśmiechem wszystkich witali i opowiadali jak tęsknią za domem i jak wyobrażają sobie powrót. Jedni mówili, że czeka na nich żona i syn z ciepłym posiłkiem. Inni mówili, ze praca ich pochłonie,a bliscy jak zwykle będą musieli go wspierać. Ktoś tam mówił o jakimś weselu, przyjęciu... Sama dobrze nie pamiętam. Wiem, ze leżałam na leżaku i podziwiałam niebo, gdy nagle zrobiło się szare,a woda zaczęła mętnieć. Widok niczym z horroru o jakieś zarazie. To jednak było to co przeżyłam na prawdę. Był to sen o tym jak zaczęła się WOJNA.Ten obraz prześladował mnie w snach, w myślach, na lekcjach, w telewizji i literaturze.To wszystko pochłaniało mnie do cna. Wojna i ten sen to moje życie. Niespokojne, pełne walki, łez, rozkazów i brudu. Nie wiem, czy to tylko moje sny, a może kogoś innego także...
- Odwrót! - Wrzasnęłam, tak, że moje gardło zabolało.
Wszyscy ruszyli do pojazdu, ale za nami również i przeciwnicy. Ktoś wydał rozkaz, by celować w koła, co było głupie. Czemu? Koła odbijały pociski. Nie pytajcie jak to zrobiliśmy, bo to zasługa naszego geniusza Sil. Szybko wsiedliśmy do wozu i Paweł natychmiast ruszył. W między czasie zamknął i drzwi. Wszyscy odsapnęliśmy i dopiero teraz było widać szkody. Najbardziej chyba ucierpiałam ja. Toteż zajęto się mną jako pierwszą. Długo nikt nic nie mówił. Tylko słychać było pojazd,a czasem dźwięki bandaży, czy pisków bólu. Zalgo miał głęboką ranę do szycia, ale nie mieliśmy możliwości by to zrobić tutaj,w obecnej sytuacji, bez koniecznych środków. Black przeczyściła mu ranę wokół i szybko nałożyła jakiś opatrunek. Gdy już wszyscy byli opatrzeni i gotowi na rozmowę, odezwałam się zachrypniętym głosem.
- Dobra robota. - Wszyscy popatrzyli an mnie smutno, ale i był cień uśmiechu na ich twarzach.
Wyobraźmy sobie co stało by się z tymi dziećmi, gdyby nie my? Gdyby nie nasza pomoc? Co jest najgorsze? To, ze te ćwoki z Fallen siedzą sobie przy telewizorku, albo mają jakieś pogaduszki o tym kto komu się podoba, albo inne głupoty. Boją się konsekwencji i to ich ogranicza. Są okropni i bezduszni, chociaż my też to jednak działamy dla dobra ogółu. Jak można ignorować to całe zło? Jak można?! Gdyby oni tam byli to, pewnie by pragnęli pomocy. Ktoś do mnie podszedł i powiedział żebym poszła spać, bo wyglądam jakbym miała zraz paść. Położyłam się na 2 fotelach i zasnęłam. Śniło mi się, ze płynę ogromnym statkiem po kryształowej wodzie, a we wodzie pływają przepiękne zwierzęta. Ludzie z uśmiechem wszystkich witali i opowiadali jak tęsknią za domem i jak wyobrażają sobie powrót. Jedni mówili, że czeka na nich żona i syn z ciepłym posiłkiem. Inni mówili, ze praca ich pochłonie,a bliscy jak zwykle będą musieli go wspierać. Ktoś tam mówił o jakimś weselu, przyjęciu... Sama dobrze nie pamiętam. Wiem, ze leżałam na leżaku i podziwiałam niebo, gdy nagle zrobiło się szare,a woda zaczęła mętnieć. Widok niczym z horroru o jakieś zarazie. To jednak było to co przeżyłam na prawdę. Był to sen o tym jak zaczęła się WOJNA.Ten obraz prześladował mnie w snach, w myślach, na lekcjach, w telewizji i literaturze.To wszystko pochłaniało mnie do cna. Wojna i ten sen to moje życie. Niespokojne, pełne walki, łez, rozkazów i brudu. Nie wiem, czy to tylko moje sny, a może kogoś innego także...
poniedziałek, 3 listopada 2014
Zdziwienie. Strach. Szok. Jak do tego doszło?!
Star szukał wyjścia z potrzasku, ale został zbyt mocno otoczony. Podbiegła do mnie Slecht.
- Niech Pluskwiak wszystkich zabierze,a my odzyskamy Star. - Powiedziała i jednocześnie wyciągnęła broń.
- On ma tam dzieci, a wszystkie muszą wyjechać bezpiecznie. - Warknęłam i nagle ruszyłam z miejsca.
W tym momencie wszystko słyszałam jak pod wodą, biegłam tak, że kule mnie tylko raz w czas drasnęły. Wbiegłam do środka "kółka". Szybko złapałam dwójkę dzieci i wzięłam na ręce, jedno na barana,a Star postąpił podobnie i szybko wylecieliśmy z nimi. Reszta nas osłaniała, tylko Paweł już siedział za kierownicą. Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk. Była to jakaś matka z rocznym dzieckiem an rękach, która uciekała zza przedszkola. Była zraniona w nogę, a dziecko krwawiło prawdopodobnie z nogi. Odłożyłam dzieci i postanowiłam się nią zająć, bo reszta musiała walczyć. Nagle kobieta dostała w głowę, a jej oczy zaszły mgłą, byłam na tyle blisko, że zdążyłam złapać i odebrać jej dziecko. Szybko zakryłam mu oczy. Dziecko zaczęło płakać bardziej niż wcześniej, a ja stałam tam ze łzami w oczach.
- Oliv! - Usłyszałam Zolgo, który podbiegł do mnie.
Jednak za nim dobiegł poczułam po ocknięciu się z tego mojego "snu", poczułam okropny ból w klatce piersiowej, udzie i ramieniu. Zrozumiałam co się dzieje i szybko zaczęłam wiać, a mój przyjaciel zaraz za mną. Nagle usłyszałam huk i krzyki. Wiedziałam, że używają granatów, niestety nigdy wcześniej nie mieliśmy z tym styczności. Ktoś do mnie podbiegł i kopnął mnie w nogę, z której krwawiłam. Dziecko przeraźliwie płakało, a ja nagle poczułam okropną wściekłość. Gdy upadłam, to szybko wstałam i z łokcia przywaliłam kolesiowi w brzuch. Już miał celować pięścią w głowę dziecka kiedy pojawił się równie wściekły Zolgo i złamał kolesiowi nos,a po tym rzucił się na niego i zaczął go tłuc jeszcze bardziej po twarzy. Ja zebrałam się w sobie i dobiegłam do autobusu, gdzie Black przejęła dziecko.
- Black, jedź z Pluskwiakiem, my nie możemy jechać z wami. - Powiedziałam szybko,a dziewczyna zaczęła drżeć.
Cofnęła się, a Pluskwiak zamknął drzwi i odjechali. Spojrzałam na resztę, która walczyła. Nagle uświadomiłam sobie, że albo oni albo my. Nigdy nie sądziłam, ze będę musiała walczyć na śmierć i życie. Nagle mimowolnie padłam na kolana.Okazało się, ze straciłam dużo krwi, szybko rozdarłam koszulę, którą miałam an sobie i szybko zawiązałam na nodze. Resztę też szybko zabandażowałam i wstrzyknęłam pewien lek. Gdy już poczułam się lepiej to dołączyłam do reszty. Na początku zaatakowałam trzech żołnierzy an raz, którzy strzelali do Slecht. Jednemu skoczyłam an plecy i skręciłam kark. Kolejnego poczęstowałam kulką w łeb,a z ostatnim poszalałam i zadźgałam go an śmierć. Była to lekka zemsta za krzywdy, które się dzieją teraz i za cierpienie dzieci. Stałam tak przez chwilę nie ruchomo, aż ktoś mnie złapał i zaczął ściskać moja szyję i ciągnął moją osobę ku górze. Szybko odczułam jak to jest, gdy nie można oddychać i kopnęłam przeciwnika w twarz, a on mnie puścił mnie natychmiastowo, ale chciał też mi oddać. Szybko kucnęłam i kopnęłam go w nogi, w taki sposób, że się przewrócił. Jak mój przeciwnik padł na ziemie, to szybko okaleczyłam nożem jego nogi, tak by nie mógł się ruszyć. Potem pognałam pomagać reszcie. Wszystko działo się na tyle szybko, że nie czułam nawet bólu, który powinny sprawiać rany. Jednak to nie było najgorsze, bo w końcu nie tylko ja potrzebowałam pomocy medycznej,a naszego zbawiciela i zbawicielki nadal nigdzie nie było widać. Szokiem było, że cokolwiek było widać. Można zapytać "czemu", ale to chyba oczywiste, bo na wojnie jak na wojnie, pełno dymu, bomb i innych rzeczy. Bałam się, że niedługo powybijają nas jak kaczki... Nagły huk przybił moją uwagę. Energicznie odwróciłam się w kierunku gdzie przed chwilą było słychać ten dziwny dźwięk, który zdefiniowałam jako huk. Moim oczom ukazał się....
- Niech Pluskwiak wszystkich zabierze,a my odzyskamy Star. - Powiedziała i jednocześnie wyciągnęła broń.
- On ma tam dzieci, a wszystkie muszą wyjechać bezpiecznie. - Warknęłam i nagle ruszyłam z miejsca.
W tym momencie wszystko słyszałam jak pod wodą, biegłam tak, że kule mnie tylko raz w czas drasnęły. Wbiegłam do środka "kółka". Szybko złapałam dwójkę dzieci i wzięłam na ręce, jedno na barana,a Star postąpił podobnie i szybko wylecieliśmy z nimi. Reszta nas osłaniała, tylko Paweł już siedział za kierownicą. Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk. Była to jakaś matka z rocznym dzieckiem an rękach, która uciekała zza przedszkola. Była zraniona w nogę, a dziecko krwawiło prawdopodobnie z nogi. Odłożyłam dzieci i postanowiłam się nią zająć, bo reszta musiała walczyć. Nagle kobieta dostała w głowę, a jej oczy zaszły mgłą, byłam na tyle blisko, że zdążyłam złapać i odebrać jej dziecko. Szybko zakryłam mu oczy. Dziecko zaczęło płakać bardziej niż wcześniej, a ja stałam tam ze łzami w oczach.
- Oliv! - Usłyszałam Zolgo, który podbiegł do mnie.
Jednak za nim dobiegł poczułam po ocknięciu się z tego mojego "snu", poczułam okropny ból w klatce piersiowej, udzie i ramieniu. Zrozumiałam co się dzieje i szybko zaczęłam wiać, a mój przyjaciel zaraz za mną. Nagle usłyszałam huk i krzyki. Wiedziałam, że używają granatów, niestety nigdy wcześniej nie mieliśmy z tym styczności. Ktoś do mnie podbiegł i kopnął mnie w nogę, z której krwawiłam. Dziecko przeraźliwie płakało, a ja nagle poczułam okropną wściekłość. Gdy upadłam, to szybko wstałam i z łokcia przywaliłam kolesiowi w brzuch. Już miał celować pięścią w głowę dziecka kiedy pojawił się równie wściekły Zolgo i złamał kolesiowi nos,a po tym rzucił się na niego i zaczął go tłuc jeszcze bardziej po twarzy. Ja zebrałam się w sobie i dobiegłam do autobusu, gdzie Black przejęła dziecko.
- Black, jedź z Pluskwiakiem, my nie możemy jechać z wami. - Powiedziałam szybko,a dziewczyna zaczęła drżeć.
Cofnęła się, a Pluskwiak zamknął drzwi i odjechali. Spojrzałam na resztę, która walczyła. Nagle uświadomiłam sobie, że albo oni albo my. Nigdy nie sądziłam, ze będę musiała walczyć na śmierć i życie. Nagle mimowolnie padłam na kolana.Okazało się, ze straciłam dużo krwi, szybko rozdarłam koszulę, którą miałam an sobie i szybko zawiązałam na nodze. Resztę też szybko zabandażowałam i wstrzyknęłam pewien lek. Gdy już poczułam się lepiej to dołączyłam do reszty. Na początku zaatakowałam trzech żołnierzy an raz, którzy strzelali do Slecht. Jednemu skoczyłam an plecy i skręciłam kark. Kolejnego poczęstowałam kulką w łeb,a z ostatnim poszalałam i zadźgałam go an śmierć. Była to lekka zemsta za krzywdy, które się dzieją teraz i za cierpienie dzieci. Stałam tak przez chwilę nie ruchomo, aż ktoś mnie złapał i zaczął ściskać moja szyję i ciągnął moją osobę ku górze. Szybko odczułam jak to jest, gdy nie można oddychać i kopnęłam przeciwnika w twarz, a on mnie puścił mnie natychmiastowo, ale chciał też mi oddać. Szybko kucnęłam i kopnęłam go w nogi, w taki sposób, że się przewrócił. Jak mój przeciwnik padł na ziemie, to szybko okaleczyłam nożem jego nogi, tak by nie mógł się ruszyć. Potem pognałam pomagać reszcie. Wszystko działo się na tyle szybko, że nie czułam nawet bólu, który powinny sprawiać rany. Jednak to nie było najgorsze, bo w końcu nie tylko ja potrzebowałam pomocy medycznej,a naszego zbawiciela i zbawicielki nadal nigdzie nie było widać. Szokiem było, że cokolwiek było widać. Można zapytać "czemu", ale to chyba oczywiste, bo na wojnie jak na wojnie, pełno dymu, bomb i innych rzeczy. Bałam się, że niedługo powybijają nas jak kaczki... Nagły huk przybił moją uwagę. Energicznie odwróciłam się w kierunku gdzie przed chwilą było słychać ten dziwny dźwięk, który zdefiniowałam jako huk. Moim oczom ukazał się....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)